piątek, 8 marca 2019

"Czyż nie dobija się koni" Horace McCoy


Hollywood, lata 30. XX wieku, rekordowo wysokie bezrobocie. Gigantyczny maraton taneczny przyciąga rzesze znęcone obietnicą darmowego wiktu i tysiąca dolarów dla zwycięzcy: bezrobotnych aktorów, łowców nagród i ludzi bez perspektyw. Rozpoczyna się dziwna pogoń spoconych par za kołem fortuny. Dla niektórych stawką jest życie…





Marzenia... Ach, marzenia! Czyż to nie one są naszym motorem napędowym? Naszą motywacją, a czasem jedyną nadzieją na lepsze jutro. To one powodują, że chce nam się żyć, ponieważ mamy jakiś cel, rozpaczliwie próbujemy go zdobyć. Ale czy marzenia zawsze są dobre? 

Czyż nie dobija się koni? to pierwsza amerykańska powieść egzystencjalna (1935 rok). Liczy sobie niecałe 150 stron, więc w zasadzie można połknąć ją na jeden CHAPS! Tymczasem okazuje się, że specyficzny klimat i obciążająca psychikę treść zmuszają czytelnika do rozwleczenia tej lektury i zrobienia kilku podejść. Początkowo nie mogłam wgryźć się w tę historię, ale gdy już to zrobiłam, nie mogłam pozbyć się dziwnego uczucia, które mówiło mi, że na końcu będzie coś fascynującego. Przeczucia mnie nie zawiodły...

Wspaniałe Hollywood kojarzące się ze sławą, bogactwem i karierą ma swoją mroczną stronę... Ludzie są w stanie zrobić wszystko za tysiąc dolarów. W maratonie tanecznym biorą udział osoby z marginesu społecznego. Osoby, które już wszystko przegrały, ale żyją marzeniami o zrobieniu wielkiej kariery - od zera do milionera. Sytuacja jest, delikatnie mówiąc, nienormalna, ponieważ w rzeczywistości bogaci ludzie, organizując maraton, bogacą się jeszcze bardziej na krzywdzie osób ledwo trzymających się przy życiu. Uczestnicy będą musieli zapłacić horrendalną cenę za udział w tym wydarzeniu. 

Czego uczy nas powieść? Myślę, że tego, co w życiu najważniejsze - równowagi. Opowiada o trudach życia, o niesprawiedliwościach, niezrozumieniu siebie nawzajem... O wypełnianiu czyichś próśb i o próbie osądzenia, czy dane zachowanie było dobre czy nie. A w końcu - czy wszystko w życiu jest czarno - białe? Czy zawsze musimy posługiwać się systemem zero - jedynkowym? 

Czyż nie dobija się koni? to lektura trudna, wymagająca i dołująca. Myślę, że jej treść na długo zapadnie mi w pamięć i jeszcze niejednokrotnie będę wracała do tej historii. A teraz, będąc już po lekturze, mam zamiar obejrzeć spektakl teatralny, który pozwoli mi na nowo przemyśleć treść książki i być może pokaże coś, na co nie zwróciłam uwagi przy lekturze. Ze swojej strony serdecznie polecam tę książkę, szczególnie dorosłym odbiorcom. 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


2 komentarze: