piątek, 23 lutego 2018

Kolorowa Klasyka #2 | Co warto czytać?

Cześć!

Jakiś czas temu publikowałam na blogu post o książkach z serii "Kolorowa Klasyka" od wydawnictwa GREG. Jest to seria, nad którą to wydawnictwo ciągle pracuje, dzięki czemu już kilkanaście tytułów zostało wznowionych. Dziś mam dla Was recenzję zbiorczą czterech książek, które łączy jedno - wszystkie z nich są nowelami.

Czy warto czytać krótkie teksty? Niektórzy są zwolennikami tylko obszernych powieści, ponieważ twierdzą, że łatwiej jest zżyć się z bohaterami, zapamiętać uniwersum danej powieści i mocniej wczuć się w przedstawione wydarzenia. Ja jednak twierdzę, że zarówno krótkie jak i długie formy są dobre. Muszę spełniać tylko jeden warunek: naprawdę zainteresować czytelnika i mieć coś konkretnego do przekazania. Przedstawię Wam dzisiaj cztery nowele, po które naprawdę warto sięgnąć. Jeżeli leniliście się w szkole, to właśnie przyszedł czas na to, żeby nadrobić zaległości... 


Sienkiewicz to prawdziwa zmora osób, które kiedykolwiek próbowały zmierzyć się z "Krzyżakami" czy "Quo Vadis". Pewnie od tamtej pory nawet nie pomyśleliście o tym, żeby spróbować jeszcze raz z innym tekstem tego pisarza? "Janko Muzykant" to utwór wyjątkowy, ponieważ na kilkunastu stronach dogłębnie przedstawia problem, jakim było ograniczenie możliwości kształcenia uzdolnionych dzieci ze względu na ich pochodzenie. Tytułowy Janko to wspaniały chłopiec, o którym już nigdy nie zapomnicie. Teraz już chyba nie znajdziecie tej lektury w kanonie obowiązkowych lektur szkolnych, ale zapytajcie rodziców - na pewno pamiętają treść tej pięknej noweli! Serdecznie polecam.

XIX-wieczna Warszawa, nieszczęśliwy prawnik i... katarynka. Jest to utwór o chorobie dziecka i o tym, jak temu dziecku można pomóc. "Katarynka" mówi o tym, że wystarczy uczynić jeden dobry gest, a drugi człowiek nigdy o tym nie zapomni. Prus doskonale przedstawił wewnętrzną przemianę bohatera, która idealnie wpasowuje się w pozytywistyczne wzorce społeczne. Pozytywizm to jedna z moich ulubionych epok! Praca organiczna i praca u podstaw były pielęgnowane z upartością i wewnętrzną siłą, co pokazują bohaterowie pozytywistycznych tekstów. Osobiście mogę powiedzieć, że są dla mnie wzorem do naśladowania. 

"Latarnik" jest lekturą obowiązkową, choć być może nie każdy go zrozumiał na etapie szkoły podstawowej czy gimnazjum. Teraz, jako dorosła osoba, zdecydowanie rozumiem problematykę utworu. Jest to piękna nowela przede wszystkim o patriotyzmie, tęsknocie za ojczyzną i o nieszczęśliwym życiu w samotności. Utrzymana w melancholijnym nastroju, dająca do myślenia i wzruszająca do łez. Pozycja obowiązkowa dla każdego Polaka. 

Stefan Żeromski to jeden z moich ulubionych pisarzy. Uważam, że bardzo niedoceniany, a nawet zapomniany, dlatego w najbliższym czasie będę starała się pisać o nim jak najwięcej. W szkole spotykamy się z jego twórczością po raz pierwszy przy omawianiu "Siłaczki" (tak mi się przynajmniej wydaje). "Siłaczka" to utwór obowiązkowy dla każdego, kto chce raz a dobrze zapamiętać ideologie pozytywizmu. Główna bohaterka "Siłaczki" to postać, którą każdy zapamięta już po pierwszym przeczytaniu i do końca życia. Żeromski posiadał wspaniały dar przedstawiania w swoich książkach najpiękniejszych wartości i właśnie dlatego jego twórczość zawsze mnie tak wzrusza... Oczywiście, trzeba znać podstawowe informacje jeżeli chodzi o tło historyczne (bez tego ani rusz!), dzięki czemu dokładnie zrozumiecie przesłanie utworu. 




Wiem, że nie każdy lubi historię i nie każdy lubi polskich klasyków. Ale ja, jak tytułowa siłaczka u Żeromskiego, zawsze będę wszystkich przekonywać, że naprawdę warto pamiętać o najważniejszych wydarzeniach historycznych, warto pielęgnować u siebie i u innych poczucie patriotyzmu, odczuwać tożsamość narodową i znać te utwory, które kiedyś były tak ważne... Tu nie chodzi o politykę... Tu chodzi o to, żeby okazać szacunek osobom żyjącym w trudnych czasach - powstania listopadowego, powstania styczniowego, bez kraju, bez możliwości wyzwolenia, w ciągłym niebezpieczeństwie i niepewności. Nie patrzmy na lektury jak na zło koniecznie, ale jak na bardzo ważną pamiątkę, którą trzeba poznać. 


Za egzemplarze do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:

wtorek, 20 lutego 2018

"More happy than not" Adam Silvera

W swojej rewelacyjnej debiutanckiej powieści stanowiącej połączenie Zakochanego bez pamięci z Innymi zasadami lata, Adam Silvera zachwyca i porusza do łez.

Po samobójstwie ojca szesnastoletni Aaron Soto nie może się pozbierać i znaleźć szczęścia. Dzięki pomocy swojej dziewczyny Genevieve i zapracowanej matki powoli wraca do siebie. Jednak smutek i blizna na nadgarstku nie dają mu zapomnieć o przeszłości.

Kiedy Genevieve wyjeżdża na kilka tygodni, Aaron spędza ten czas z nowym znajomym. Thomas ma projektor filmowy i nie przejmuje się tym, że Aaron kocha książki fantasy. Jednak ich szczęście nie wszystkim się podoba. Nie mogąc zerwać z Thomasem Aaron zwraca się o pomoc do Instytutu Leteo, chociaż oznacza to, że zapomni, kim naprawdę jest.



"More happy than not" to książka, z którą miałam problemy od samego początku. Wydawnictwo Czwarta Strona, w ramach promocji książki, wsypało do paczki różowy proszek holi, co zafundowało mi dodatkowe sprzątanie w pokoju. Kiedy zobaczyłam tytuł książki, po głowie ciągle chodziło mi jedno pytanie: "DLACZEGO?!". Wydaje mi się, że polski tytuł jest tutaj zbędny, ponieważ najzwyczajniej w świecie - źle brzmi. Jestem zwolenniczką polskich tytułów, ale nie w tym przypadku. No dobrze, skoro na początku polało się tyle goryczy, to czy w ogóle warto na tę książkę zwrócić uwagę? 

Główny bohater to szesnastolatek, który rozpaczliwie próbuje pogodzić się z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości i spróbować odnaleźć siebie w całym bałaganie prawdziwego życia. Brzmi to dość słabo i schematycznie, ale przecież nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest wykonanie, które w tym przypadku oceniam naprawdę wysoko. Autor na początku książki bardzo mnie rozbawił. Gołym okiem widać, że pierwsza część odnosi się do szczęśliwych czasów (albo w miarę szczęśliwych czasów?) Aarona. Natomiast im głębiej wchodziłam w tę historię, tym było smutniej. Można to bardzo mocno i łatwo odczuć.

W "More happy than not" są trzy najważniejsze postacie, z których każda może stać się inspiracją dla młodych czytelników. Przewodnim tematem jest motyw LGBT - idealnie przedstawiony w tej książce. Autorowi należy się duży szacunek za takie podejście do problemu. Drugim motywem jest Leteo. Leteo to specjalny zabieg, dzięki któremu pacjent będzie w stanie zapomnieć o przykrych wydarzeniach z przeszłości. Taka tematyka była poruszana już w "Pladze samobójców", co od początku bardzo mi się podobało. Nasuwa się pytanie o moralną stronę takich praktyk oraz zwykłe "czy warto?". 

Książka Adama Silvery nie jest pozbawiona wad. Uważam, że miejscami jest zbyt dużo wulgaryzmów, co robi na mnie nieprzyjemne wrażenie. Końcówka książki zaczęła się w pewnym momencie ciągnąć w nieskończoność... Ale poza tym, "More happy than not" to bardzo dobra historia, która uświadamia młodych czytelników, że przykre wspomnienia nie są złą stroną życia, bo dzięki nim stajemy się silniejsi i bardziej doświadczeni. To książka o wybaczaniu przede wszystkim samemu sobie, o pogodzeniu się ze światem i zaakceptowaniu własnego "ja". Pozycja obowiązkowa dla każdego młodego człowieka, który stoi przed życiowym dylematem, żałuje jakiegoś wyboru lub jest na etapie szukania swojego miejsca w świecie. Polecam. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

sobota, 17 lutego 2018

"Tajemnice Dworu Sułtana" | Wspaniałe Stulecie

Seria "Tajemnice Dworu Sułtana" stała się inspiracją dla twórców serialu pt. "Wspaniałe Stulecie". Ale autorka książek wcale nie spoczęła na laurach, o nie! 17 stycznia tego roku swoją premierę miała już dziesiąta część sagi o dworze sułtana. 

Dla przypomnienia wspomnę tylko, że Demet Altınyeleklioğlu skupiła się przede wszystkim na kobietach, które zwykle są w historii pomijane. Autorka tej serii udowadnia, że mnóstwo bardzo istotnych faktów historycznych miało miejsce właśnie przez specyficzne działania kobiet. Już w XVI wieku kobiety potrafiły manipulować płcią przeciwną do takiego stopnia, że aż trudno to sobie wyobrazić... 

Dzisiaj słów kilka na temat Safiye - tak zwanej złotej odaliski. Safiye, podobnie jak Roksolana (Hurrem), została porwana. Jednak w przypadku Safiye było o tyle ciekawiej, że porwali ją piraci! Brzmi jak początek rodem z baśni Andersena, ale dokładnie tak było. Tytułowa bohaterka najprawdopodobniej była pochodzenia weneckiego lub albańskiego. 

W chwili, kiedy młodziutka Safiye przybyła na dwór sułtana, Nurbanu poszukiwała kobiety dla swojego syna Murady. Taka sytuacja okazała się niepowtarzalną szansą dla zagubionej Safiye. 

Tutaj należy wspomnieć, że droga do spełniania swoich zachcianek nigdy nie jest usłana różami. Nie było tak również w tym przypadku. Safiye musiała przede wszystkim nauczyć się funkcjonować w otoczeniu typowych kobiet-modliszek. Kobiet, dla których nie istniały żadne ograniczenia ani zasady moralne. Przyszedł czas na to, aby zmierzyć się z okrutnym losem...


Jeżeli ktoś z Was zastanawia się nad sięgnięciem po tę serię, radziłabym zacząć od pierwszego tomu. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy mniej więcej znacie historię Imperium Osmańskiego. Chodzi po prostu o to, żeby nadążać za treścią i rozróżniać poszczególne postacie - a nie jest to łatwe zadanie. 

Książki z tej serii są stylizowane na romanse historyczne, co jest z pewnością ciekawszą opcją dla kobiet. Nie są to typowe powieści historyczne, a raczej nieco lżejsze historie o najpotężniejszych kobietach na dworze sułtana... 

"Tajemnice Dworu Sułtana" to lekka i przyjemna lektura do poduszki, która przy okazji przekazuje coś ciekawego. Być może stanie się dla Was inspiracją do rozpoczęcia poważniejszej nauki historii? Kto wie? :)

Z pewnością warto mieć tę serię na swojej półce. Poza walorami związanymi z treścią, są jeszcze kwestie rozpieszczające oko. Spójrzcie tylko na te okładki! Cała seria prezentuje się naprawdę olśniewająco! Zachęcam Was, ogólnie, do sięgania po książki związane z historią. Gwarantuję, że je pokochacie! :)




Za egzemplarze dziękuję wydawnictwu:

czwartek, 15 lutego 2018

Słodka niespodzianka dla czytelników Colleen Hoover!




Nie ma niczego lepszego od dobrej książki i gorącej kawy. A jeśli w grę wchodzą również pączki, to robi się jeszcze  lepiej! Od dzisiaj w trzech punktach Dunkin’ Donutsw Warszawie odwiedzający mają  okazję  przeczytać  nowe  wydania  kultowego  cyklu  Colleen  Hoover  i  innych  książek Wydawnictwa YA! Wydawnictwo YA! wpadło na dość nietypowy pomysł, aby zachęcić czytelniczki i czytelników Colleen Hoover do lektury w asyście... dobrych słodyczy. Z okazji premiery nowych wydań kultowego cyklu „Slammed” w Walentynki w trzech punktach sieci Dunkin’ Donuts w Warszawie pojawiły się regały z książkami Colleen Hoover oraz innymi powieściami Wydawnictwa  YA!, które specjalizuje się w literaturze young adult dedykowanej głównie nastoletnim czytelnikom. Trylogię „Slammed” możecie znaleźć w trzech punktach Dunkin’ Donuts w Warszawie: przy ul. Franciszka  Klimczaka  1  (Royal  Wilanów),  Światowida  17  (Galeria  Północna)  oraz  przy  ul. Świętokrzyskiej 16. Colleen Hoover jest jedną z najpopularniejszych zagranicznych pisarek w Polsce. Długo oczekiwane nowe wydanie trylogii „Slammed” ukazało się w Polsce 14 lutego.




 Od siebie dodam, że moim zdaniem akcja promocyjna jest w tym przypadku świetnym pomysłem i jak najbardziej popieram (choć fanką Hoover nie jestem :)). 







wtorek, 13 lutego 2018

Walentynkowa lektura | "Slammed" Colleen Hoover


Uwaga, uwaga!

W tym roku 14 lutego będzie jeszcze bardziej wyjątkowym dniem niż był do tej pory. Nie dość, że przed nami kolejne Walentynki, to jeszcze premiera wznowionego wydania "Pułapki uczuć" Colleen Hoover, czyli książki idealnej na ten właśnie czas.

Fabuła opiera się przede wszystkim na znajomości Layken Cohen i Willa Coopera. Oboje zmagają się z trudną przeszłością, nieprzyjemnymi wspomnieniami, a teraz dodatkowo ze swoimi uczuciami. Oboje, mimo swojego młodego wieku, muszą stawić czoła zadaniom, które niejednokrotnie przerosły możliwości wielu dorosłych ludzi... Czy nasi bohaterowie będą w stanie poradzić sobie z licznymi problemami i jednocześnie zbudować trwały związek?

Jak dobrze wiecie - nie jestem fanką twórczości Colleen Hoover, ale przecież nie można oceniać całej twórczości w oparciu o zaledwie kilka utworów. Wiem, że "Pułapka uczuć" to powieść, która przypadła do gustu wielu osobom, dlatego dałam Colleen kolejną szansę. I jak to wszystko wyszło? Powiedziałabym, że typowo dla tej właśnie autorki. "Slammed" zaczęło się bardzo schematycznie. Myślałam, że zwariuję, kiedy dobrnęłam do dwudziestej strony i już piąty raz pojawił się tekst o analizowaniu całej sytuacji, kiedy tylko w pobliżu pojawia się ON. Ileż można... I choć kolejne rozdziały, jak zawsze w książkach Hoover, coraz bardziej komplikują fabułę, to autorka nie rezygnuje z tego przesadzonego stylu wypowiedzi bohaterów - w szczególności głównej bohaterki.

W książkach Hoover bardzo dużym plusem jest to, że nie są to puste romanse, ale złożone historie poruszające wiele wątków, których raczej nie spodziewamy się zastać właśnie w tym gatunku książek. W "Slammed" znajdziecie takie wątki jak strata, cierpienie, z którym czasami nie można wygrać, funkcjonowanie w rodzinie czy odpowiedzialność za to, co być może w innej sytuacji nigdy by nas nie interesowało... Książki Hoover pokazują brutalny świat, w którym jedynym pięknem są ludzkie emocje. Odnoszę wrażenie, że każda książka Hoover bazuje właśnie na tym - na uświadomieniu czytelników, że bez wyższych uczuć nie bylibyśmy w stanie funkcjonować.

Myślę, że książki Hoover nie przypadają mi do gustu z tego powodu, że poruszane w nich problemy są zbyt banalnie przedstawione. Z tego względu poleciłabym twórczość Hoover głównie nastolatkom, a odradzałabym starszym osobom. Oczywiście, nie jest to regułą i nie zamierzam nikomu rozkazywać, co i w jakim wieku powinien czytać. Po prostu twierdzę, że wprawiony czytelnik nie będzie miał przyjemności z tej lektury. Ale młode czytelniczki - jak najbardziej. Zwłaszcza te, które stoją u progu dorosłości i zmagają się z podobnymi problemami, jakie mają Layken czy Will. :)



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

piątek, 9 lutego 2018

"Lokatorka Wildfell Hall" - Anne Bronte

Losy kobiety walczącej o niezależność w świecie, gdzie w oczach społeczeństwa i w świetle prawa żona jest jedynie własnością męża.


Pojawienie się we dworze Wildfell Hall pięknej i tajemniczej wdowy wywołuje huragan plotek wśród okolicznych mieszkańców. Czy młoda kobieta skrywa jakiś mroczny sekret? Nikt nie może uciec przed przeszłością...


Trzeba przyznać, że wydawnictwo MG miało wspaniały pomysł, żeby ruszyć w wznowionymi wydaniami książek sióstr Bronte. Okładkowe sroki mają nie lada gratkę jeżeli chodzi o tę serię, która nie dość, że pięknie się prezentuje, to jeszcze zawiera wspaniałą treść.

Główną bohaterką jest pani Graham - tytułowa lokatorka Wildfell Hall. Jest to kobieta, która na tle typowych przedstawicielek płci pięknej z XIX wieku, prezentuje się naprawdę imponująco... Nie ma ochoty na zajmowanie się plotkami i nie snuje domysłów o ludziach ze swojego otoczenia. Z kolei znajomi pani Graham postępują wręcz przeciwnie. Nie da się ukryć, że główna bohaterka jest dość tajemniczą postacią, nie lubi mówić o swojej przeszłości, więc automatycznie staje się jedną wielką zagadką i intrygą dla swojego otoczenia. 

Anne Bronte poruszyła w swojej książce tematy, które w XIX wieku były po prostu zakazane. Kobieta nie pełniła wtedy żadnej ważnej roli, musiała się podporządkować i żyć zgodnie z ustalonymi regułami. Główna bohaterka próbuje te reguły złamać i na każdym kroku pokazuje, że nie jest jedynie głupiutką kokietką w pięknym stroju. "Lokatorka z Wildfell Hall" jest w dużej mierze powieścią psychologiczną, która w czasach Anne Bronte była czymś kontrowersyjnym. To właśnie dlatego autorka wydała tę książkę pod męskim pseudonimem - Acton Bell. 

Książka ta jest podzielona na dwie części. Jednej z nich nie będę zdradzać, żebyście sami mogli delektować się fabułą i kreacją bohaterów. Natomiast drugą jest pamiętnik pani Graham! Pamiętnik to zawsze dobry wybór i prawie zawsze intryguje czytelnika. :)

Myślę, że "Lokatorka z Wildfell Hall" dorównuje, a może nawet przewyższa "Wichrowe wzgórza". Moim zdaniem powinniście spróbować i przekonać się na własnej skórze, że po klasyki zawsze warto sięgać. Ze swojej strony serdecznie polecam tę książkę - w szczególności kobietom. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

wtorek, 6 lutego 2018

"Stać! W imię prawa!"

Komisarz Gordon, prywatnie ropuch i miłośnik ciasteczek, jest szefem policji i słynnym detektywem, którego boją się wszyscy przestępcy. Dba, by w lesie panował porządek i nikomu nie działa się krzywda. Kiedy więc wiewiórce Walerii ginie ponad dwieście orzeszków, przechowywanych z myślą o zimie, detektyw Gordon musi wkroczyć do akcji. Śledztwo okazuje się niełatwe, jest wielu podejrzanych, a fałszywych tropów jeszcze więcej.


Który prawdziwy fan kryminałów nie skusi się na tę wspaniałą pozycję? Po prostu nie można się oprzeć! :)

Komisarz Gordon jest prawdziwym miłośnikiem ciasteczek, nieco leniwym, ale zależy mu na przestrzeganiu prawa na tyle, że w wyjątkowych sytuacjach pokonuje swoje lenistwo na rzecz przywrócenia ładu w lesie. Ale Gordon, jak każde stworzenie, ma swoje uczucia. Kiedy więc poznał Paddy w niesprzyjających dla niej okolicznościach, nie odmówił podania pomocnej łapki. 

Paddy to postać, która spodobała mi się bardziej niż sam Gordon. Malutka, biedna myszka, która na skutek niespodziewanych okoliczności zostaje asystentką leśnego komisarza. Pomocna, radosna i niezwykle inteligentna. :)

Jak dobrze wiecie, jestem ogromną fanką skandynawskich kryminałów, dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok "Komisarza Gordona", który wyszedł spod pióra Szweda - Ulfa Nilssona. Jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich małych detektywów, którzy uwielbiają rozwiązywać zagadki. Dzieci przyjmują postawę badawczą wobec otaczającej ich rzeczywistości, dlatego należy im stawiać odpowiednie wyzwania, aby mogły ciągle się rozwijać i zaspokajać swoją ciekawość. Myślę, że "Komisarz Gordon" spodoba się wszystkim dzieciom, a może nawet niektórym dorosłym? Jest to pięknie ilustrowane wydanie, które cieszy oko. Serdecznie polecam! :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu: