środa, 19 września 2018

Dzika (!) klasyka dla wszystkich

Podróż śladami wilków.

Kazan – mieszaniec psa rasy husky z wilkiem – oraz jego towarzyszka Szara Wilczyca przemierzają lasy i pustkowia Alaski, szukając schronienia i pożywienia oraz opiekując się sobą nawzajem.

W surowym klimacie Ameryki Północnej czeka ich wiele niebezpieczeństw oraz wyzwań. Przyroda i cywilizacja pełne są wrogów, ale także niespodziewanych przyjaciół. Powieść Curwooda to historia wielkiej miłości, która zawsze zwycięża – w konfrontacji z człowiekiem, ze zwierzętami oraz z naturą.




Klasyka wciąż jest na topie, co niezmiernie mnie cieszy, ponieważ nie od dziś wiadomo, że warto po nią sięgać. Z klasyką mamy do czynienia już od najmłodszych lat! I właśnie dzisiaj będzie propozycja dla tych młodszych czytelników.

James Oliver Curwood żył na przełomie XIX i XX wieku. Kiedy był nastolatkiem, zainteresował się wymagającymi podróżami i dzięki temu pokochał surową, dziką przyrodę. Próbował w swoim życiu wielu rzeczy, ale to właśnie natura fascynowała go najbardziej. Owocem jego doświadczeń jest m.in. Szara Wilczyca, która niedawno weszła na rynek wydawniczy i od razu podbiła moje serce.

Szara Wilczyca to powieść opowiadająca o życiu ludzi i zwierząt na Dalekiej Północy. Tytułowa wilczyca oraz jej partner Kazan stają przed wielkim dylematem: zostać w dziczy czy dołączyć do ludzi. Wybór wcale nie jest oczywisty i spędza sen z powiek, w szczególności Kazanowi, którego ciągnie do ludzi, jednak stracił już do nich zaufanie...

Książka Curwooda to przepięknie napisana historia, która uczy i wzrusza. Z pewnością zapamiętam ją na długo, ponieważ mocno zagrała mi na emocjach. Uwielbiam książki przygodowe, a w szczególności te, które opowiadają o życiu zwierząt. One zawsze są pełne miłości i szacunku do natury, o którą przecież dbać trzeba, a zwłaszcza teraz, kiedy nasza planeta jest coraz bardziej zaśmiecona i coraz więcej zwierzątek ginie wskutek np. spożycia sztucznych materiałów. Szacunek do przyrody trzeba wpajać dzieciom od samego początku... Dobrze więc, aby zachęcać je do czytania takich książek, które odpowiednio wpłyną na ich wyobraźnię i udowodnią, jak ważne jest życie w zgodzie ze zwierzętami. Szara Wilczyca jest jednak powieścią, która w dość okrutny i bezpardonowy sposób ukazuje zasady panujące w świecie zwierząt. Jeżeli dziecko nie jest jeszcze gotowe na przeżycie szoku, jakim jest odkrycie dość mrocznej i krwawej zwierzęcej dzikości, warto jeszcze poczekać z tą lekturą. 

Uważam, że Szara Wilczyca to powieść jak najbardziej ponadczasowa i uniwersalna. Żałuję tylko, że tak mało osób ją zna... Ale być może coś się zmieni? Nowe wydanie Szarej Wilczycy zachwyca swoim wyglądem: twarda oprawa, ilustracje, duża czcionka i wstążka do zaznaczenia strony. Całość wygląda naprawdę pięknie i dumnie prezentuje się na półce. Mam nadzieję, że dużo osób dostrzeże tę książkę, bo naprawdę warto. :)


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


poniedziałek, 17 września 2018

Wojna o pokój?


Józef Rotblat - znacie to nazwisko? Zapewne nie... Ja również niedawno usłyszałam co nieco o tej osobie i doszłam do wniosku, że historia jego życia jest na tyle fascynująca, że naprawdę warto mówić o niej głośno! Kim był tajemniczy mężczyzna? 

Józef Rotblat był doktorem fizyki, którą wykładał na uniwersytecie. Po zajęciach ze studentami schodził do piwnicy owego uniwersytetu, aby budować najgroźniejszą broń masowej zagłady... Człowiek, który odmawia przyjęcia brytyjskiego obywatelstwa i tym samym staje się niepoprawny politycznie. Skoro odmówił, z pewnością był szpiegiem Związku Radzieckiego... Kiedy Rotblat buduje bombę, jego rodzina walczy o przetrwanie w okupowanej Polsce. 50 lat później Józef Rotblat dostaje Pokojową Nagrodę Nobla. Brzmi nieprawdopodobnie? To dopiero początek...

Ten niezwykły reportaż to zbiór największych paradoksów, jakie wiążą się z całą tą historią... Już sam tytuł jest pewnego rodzaju sprzecznością. Wojna o pokój? Czy można powiedzieć, że o pokój się walczy? Czy jest to moralne? Dlaczego Józef Rotblat dostał Pokojową Nagrodę Nobla, skoro był twórcą bomby atomowej. Niektórzy bez chwili zastanowienia stwierdzą, że jest odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi na świecie. Czy w momencie, gdy pracował nad swoim projektem, miał świadomość tego, co tak naprawdę buduje i do czego zostanie to wykorzystane? To były pierwsze pytania, jakie kłębiły się w mojej głowie, kiedy trafiłam na tę książkę. Wiedza jest bardzo niebezpieczną bronią i trzeba wiedzieć, jak z niej korzystać. Czy Rotblat miał takie samo podejście jak ja? 

Bardzo rzadko sięgam po reportaże i teraz widzę, że nie mam racji. Noblista z Nowolipek to niesamowicie wciągająca opowieść o człowieku, którym nikt nie odważyłby się być. Można dyskutować, czy Rotblata cechowała odwaga, czy głupota. Podobno między jednym a drugim leży cienka granica... Reportaż Marka Górlikowskiego jest przede wszystkim świetnie napisany. Czytanie o życiu Rotblata nie męczy - wręcz przeciwnie! Lektura ciągle fascynuje, bo każda strona to kolejna porcja niesamowitych faktów. Myślę, że ta książka jest odpowiednia nie tylko dla osób zafascynowanych historią, ale również dla tych, którzy po prostu chcą poznać ciekawą opowieść o człowieku jeszcze nie tak dawno stąpającym po polskiej ziemi. Zdecydowanie warto mieć tę książkę na półce! Serdecznie polecam. :)


Książkę możecie zamówić tutaj: Noblista z Nowolipek
Inne ciekawe książki znajdziecie tutaj: Nowości

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję:



sobota, 15 września 2018

"Tusz" Alice Broadway


Każde zachowanie, każdy uczynek, każda ważna chwila zostawia ślad na Twojej skórze. Leora jest przekonana, że jej zmarły ojciec powinien zostać zapamiętany na zawsze. Wie, że zasługuje on, aby wszystkie jego tatuaże zostały usunięte i przekształcone w księgę skóry jako dowód dobrego życia, jakie wiódł.

Jednak kiedy odkrywa, że jego tusz zmieniono, a księga jest niekompletna, zaczyna się zastanawiać, czy tak naprawdę kiedykolwiek go znała.




Jeżeli ktoś nie zgadza się ze stwierdzeniem, że patrzy właśnie na najpiękniejszą książkową okładkę, niech pierwszy rzuci kamień... Powiedzenie być może lekko przesadzone, ale chyba naprawdę wszyscy zachwycają się tą cudną, mieniącą się okładką - razem ze mną! Jedna z najlepiej wydanych książek tego roku, po prostu cudo! A teraz przejdźmy do treści... 

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona pomysłem autorki! Przeczytałam w swoim życiu naprawdę mnóstwo książek i nigdy nie spotkałam się z czymś podobnym. Owszem - motyw tatuaży gdzieś tam się przewija, ale nigdy nie urósł do rozmiarów całej koncepcji, do czegoś głównego, kluczowego dla fabuły. Był tylko elementem dodatkowym, a nigdy myślą przewodnią. W książce Alice Broadway każdy człowiek musi nosić tatuaże. No chyba, że mowa o nienaznaczonych, którzy zagrażają społeczeństwu... Ale czy naprawdę są tak źli, jak o nich mówią? 

Utopię Alice Broadway można z łatwością przenieść do prawdziwego świata. U nas również społeczeństwo jest podzielone, co wynika z wielu przeróżnych rzeczy, m.in. płci, orientacji seksualnej czy poglądów politycznych. To jest całkowicie zrozumiałe i normalne. Jednak autorka Tuszu pokazuje, że konflikty, które rosną do rangi naprawdę poważnych problemów, czasami są tak potrzebne, jak rybie rower... Autorka wykreowała przesympatycznego bohatera, który działa raczej w tle, jako postać drugorzędna, ale dla mnie jest najważniejszym i najciekawszym elementem tej książki. Mowa tutaj o Obelu, mistrzu tatuażu. Niestety, nie mogę o nim pisać, ponieważ zdradziłabym zbyt wiele, a jest to postać, którą warto poznać na własną rękę. :)

Choć Tusz jest bardzo oryginalną książką, nie mogę powiedzieć, że całkowicie mi się podobał. Pomysł był dobry, ale z wykonaniem jest już o wiele gorzej... Autorka prawie wcale nie opisuje miejsc, nie kreuje przestrzeni. Bardzo mi to przeszkadzało w trakcie czytania, ponieważ uwielbiam, kiedy autor daje mi możliwość wyobrażenia sobie miejsca akcji przez choćby skromne opisy. Dzięki temu w książce panuje ciekawy klimat, umilający czytanie. Tutaj mi tego ewidentnie brakowało... Alice Broadway jest bardzo konkretna, zrezygnowała z długich opisów wyglądu bohaterów, miejsc, przeżyć wewnętrznych czy ogólnie sytuacji. Moim zdaniem to wszystko mogło być bardziej rozbudowane. 

Jestem szalenie ciekawa, co przyniesie drugi tom, który mam nadzieję, że w ogóle zostanie wydany w Polsce. Przymykam oko na niedociągnięcia i mam nadzieję, że druga część będzie o wiele lepsza od tej. Uważam, że powinniście sięgnąć po Tusz, ponieważ jest to naprawdę coś świeżego, czego jeszcze nie było. Ciała pokryte tatuażami, chęć zostania zapamiętanym na zawsze, księgi skóry, specyficzne emocje, jakie towarzyszą członkom rodziny przy dotykaniu skóry swojego bliskiego zmarłego... To wszystko brzmi bardzo dobrze (choć może nieco strasznie) i jest naprawdę wciągające! Ze swojej strony serdecznie polecam - zarówno młodzieży, jak i starszym czytelnikom. :)


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu: 


środa, 12 września 2018

"Opowieść o dwóch miastach" Charles Dickens


„Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków, wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy” – tak rozpoczyna swą niezwykłą „Opowieść o dwóch miastach” Charles Dickens.

Paryż i Londyn w przededniu Wielkiej Rewolucji Francuskiej. W tym burzliwym okresie splatają się losy młodego francuskiego arystokraty, starego lekarza więzionego niesprawiedliwie przez osiemnaście lat w Bastylii, jego córki i angielskiego prawnika. Dramatyczna, przejmująca historia.

Znakomita powieść Charlesa Dickensa, najwybitniejszego przedstawiciela angielskiej powieści społeczno-obyczajowej drugiej połowy XIX wieku.





Opowieść o dwóch miastach to bardzo obszerne dzieło, do którego szykowałam się już od dłuższego czasu. Jest to tytuł figurujący na liście 100 książek, które według BBC należy przeczytać przed śmiercią. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że owa lista zawiera naprawdę wartościowe pozycje i każdy powinien je poznać - wcześniej czy później. Już sama obecność dzieła Dickensa na tej liście stanowi wyjątkową zachętę do sięgnięcia po tę powieść.

Charles Dickens tworzył w XIX wieku. Jego powieści od samego początku cieszyły się ogromną popularnością, która trwa do dnia dzisiejszego. Twórczość Dickensa ceni się przede wszystkim za świetne tło społeczne, ciekawie wykreowanych bohaterów i esencję ludzkiej mądrości kryjącej się gdzieś pomiędzy kartami dickensowskich dzieł. Im starszy czytelnik, tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego, że Opowieść wigilijna wcale nie jest najlepszym dziełem Dickensa. I w życiu każdego czytelnika interesującego się klasyką, przychodzi moment powrotu do tego genialnego autora. Czy warto? 

Opowieść o dwóch miastach jest powieścią historyczną, która obejmuje lata od 1775 do 1789, a więc mowa tutaj o rewolucji francuskiej. Temat niezwykle ciekawy i bardzo często przewijający się w dziełach literackich czy malarskich, przedstawiany na wiele ciekawych sposobów. Rewolucja francuska stała się bardzo ważnym symbolem wolności i jednocześnie kruchości władzy. Wydarzenia z 1789 roku odbiły się echem na cały świat, a jego odgłos brzmi do dziś. Musiały poruszyć również samego Dickensa, ponieważ poświęcił znaczną część swojego dzieła właśnie na to wydarzenie. Prawda jest taka, że o rewolucji francuskiej można dyskutować godzinami i ciągle odkrywać nowe oblicza tego wydarzenia. Dickens jest w tym przypadku bardzo stronniczy, co łatwo można wyczuć. Opisuje rewolucję krwawo i brutalnie, przy czym ewidentnie znajduje się po stronie pokrzywdzonego ludu, domagającego się wolności. 

Książka Dickensa jest dość przygnębiająca, trudna, nacechowana skrajnymi emocjami... Choć szybko się ją czyta, można się delektować każdym słowem, to jednak czuć psychiczne obciążenie, jakie ciąży na czytelniku. Rzeczywiście - jest to opowieść o dwóch miastach, tj. Londynie i Paryżu. O miastach, które zawsze były uznawane za wspaniałe stolice najwyższej kultury i bogactwa. W oczach Dickensa mieniły się jako miejsca pełne zakłamanych ludzi, ubóstwa, pijaństwa i biedy. Jest to problem, na który uwagę zwróciło mnóstwo pisarzy, jednak ciągle mówimy o tych najwybitniejszych jednostkach, które często nie były doceniane w swoich czasach, a dopiero teraz, po wielu latach, zyskali szacunek w oczach czytelników. Moim skromnym zdaniem, trzeba wykazać się niemałą odwagą, żeby w trudnych czasach pisać o tak kontrowersyjnych rzeczach. Wielki szacunek! 

Nie chciałabym Wam zdradzać zbyt wiele z fabuły, więc raczej tę kwestię pozostawię bez komentarza. Dickens stworzył bohaterów, którzy w pewnym momencie na siebie trafiają, a wszystko co dzieje się wokół nich, na pewno Was zaintryguje. Jeżeli nie zachęciłam Was do tej książki już pierwszym akapitem, to podsumowując powiem tylko jedno: koniecznie sięgnijcie po tę powieść. Nie tylko po to, żeby rozkoszować się literackim kunsztem Dickensa. Nie tylko po to, żeby zabić czas poznając losy bohaterów tej powieści... Sięgnijcie po nią z myślą, że bliżej poznacie pewne fakty historyczne, na temat których wyrobicie sobie własne zdanie, będziecie gotowi do kontrowersyjnych dyskusji, poszerzycie swoje horyzonty i... kto wie? Być może zaczniecie się uczyć historii na serio. :) Polecam Wam szczególnie to wydanie, ponieważ naprawdę zachwyca swoim pięknem i dbałością o każdy szczegół - twarda oprawa, duża czcionka i ilustracje to elementy, które lubi chyba każdy czytelnik. :)


Opowieść o dwóch miastach możecie zakupić w promocyjnej cenie na stronie księgarni Mega Książki: Opowieść o dwóch miastach

Link do księgarni: https://www.megaksiazki.pl/


Za egzemplarz do recenzji dziękuję:


poniedziałek, 10 września 2018

"Mgły Avalonu" Marion Zimmer Bradley


Morgiana, obdarzona darem Wzroku i związana z losem Artura Pendragona, swego brata-kochanka, opowiada historię krótkiej świetności Camelotu. Nie jest to jednak opowieść o rycerskich czynach, lecz widziana kobiecym okiem wizja społeczeństwa u progu dziejowych zmian.





Mgły Avalonu to na tyle obszerne, monumentalne dzieło, że czytanie tego co niektórym może zająć nawet miesiąc. Książka okrzyknięta jednym z najważniejszych arcydzieł z gatunku fantasy według Andrzeja Sapkowskiego. Retelling legend arturiańskich, o których osobiście wiem niewiele... Czy osoby, które tak jak ja, nie odnajdują się w historii króla Artura, mogą sięgnąć po tę książkę?

Oczywiście! Nawet, jeżeli nie macie pojęcia o co chodziło z tymi wszystkimi Camelotami, Arturami i innymi rycerzami Okrągłego Stołu, bez wahania możecie sięgnąć po Mgły Avalonu. Pomijając wszelkie historyczne kwestie, dzieło Marion Zimmer Bradley jest po prostu bardzo ciekawą przygodą, przy której spędzicie kilkadziesiąt godzin. Jeżeli szukacie książki, która zajmie Wam bardzo dużo czasu i jednocześnie ten czas będzie dobrze spożytkowany, powinniście sięgnąć po tę właśnie książkę.

Cieszę się, że autorka przedstawiła tę historię z perspektywy kobiet. W czasach, o których mowa, kobiety nie były doceniane, szanowane czy wyróżniane. Miały swoje role, nawiasem mówiąc bardzo ważne, i musiały wypełniać swoje zadania jak najlepiej. Nie było dyskusji, pretensji czy innych tego typu problemów. Kobiety o swoje prawa walczyły bardzo długo i dzięki tym pierwszym wojowniczkom mamy teraz naprawdę dobre i godne życie. Jednak mówiąc o legendach arturiańskich, mamy na myśli czasy średniowiecza, a więc ten okres, kiedy wszelkie najważniejsze funkcje pełnili mężczyźni. Marion Zimmer Bradley pokazuje, że kobiety były równie ważne, a czasami nawet ważniejsze, niż mężczyźni. Bardzo podoba mi się takie spojrzenie na temat, ponieważ rzeczywiście analizując historię, rzadko kiedy mówimy o płci żeńskiej. 

Mgły Avalonu to powieść zyskująca mnóstwo zwolenników jak i przeciwników. Ta pierwsza grupa docenia przede wszystkim nietuzinkowość tego tekstu, dobrze wykreowanych bohaterów, wciągającą fabułę czy przystępny język. Natomiast przeciwnicy twierdzą, że w świetle dzisiejszej fantastyki, Mgły Avalonu są po prostu nijakie. Gdzie leży prawda? Zapewne, jak zwykle, po środku. Faktem jest, że ta książka pochodzi z 1983 roku. Na przełomie 35 lat ostatnich lat zmieniło się naprawdę wiele jeżeli mowa o fantastyce. Ocena Mgieł Avalonu zależy przede wszystkim od podejścia czytelnika i jego oczekiwań. Jeżeli oczekujecie dobrej przygodówki dla młodzieży, możecie być zawiedzeni... Jest to książka napisana nieco inaczej, pozbawiona charakterystycznego klimatu. 

Nie mam wątpliwości, że Mgły Avalonu są kierowane raczej w stronę kobiet. Mężczyźni wolą konkretniejsze treści, być może bardziej krwawe wydarzenia czy silne postacie męskie. Tutaj raczej tego nie znajdziemy. Czytamy o kobietach, które knują, plotkują, kochają, zdradzają i tak dalej... Być może nie są to treści będące w stanie zainteresować mężczyzn, którzy od tego typu spraw trzymają się na dystans.

Mimo wszystkich "ale", Mgły Avalonu to ciekawie napisana książka należąca do klasyki gatunku i chociażby z tego względu warto ją poznać. Jest to świeże spojrzenie na legendy arturiańskie, którym zachwyca się mnóstwo czytelników. Polecam. :)


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


sobota, 8 września 2018

Przedpremierowo: "Bez słowa" Rosie Walsh


Siedem idealnych dni. Potem on zniknął.

Gdy Sarah poznaje Eddiego, zapomina o całym świecie. Pragnie nacieszyć się każdą wspólną chwilą. Spędzają razem - jak zgodnie stwierdzają - najpiękniejszy tydzień w ich życiu. Aż nadchodzi nieuchronne rozstanie…

Obiecują sobie utrzymywać kontakt, zanim nie wymyślą planu na wspólne jutro. Lecz jedno z nich nie dotrzymuje słowa… Nie daje znaku życia. Przepada jak kamień w wodę…

Przyjaciele namawiają ją, by zapomniała o nim. Ale ona nie może. Wie, że coś się stało, że musi istnieć jakieś wytłumaczenie.





Dziś będzie recenzja o książce kobiecej, subtelnej, a jednocześnie wyciskającej łzy. O bohaterce, która nie poddaje się choćby nie wiem co i o trudnej przeszłości potrafiącej zniszczyć całe pozostałe życie... 

Sarah nie może i przede wszystkim nie chce uwierzyć, że Eddie zwyczajnie ją zignorował. Przecież świetnie się ze sobą czuli, wyznali sobie nawzajem uczucia i byli umówieni na kolejne spotkania! Co się stało?

Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać po tej książce, ponieważ nie czytałam o niej zbyt wiele. Nie miałam nawet pewności, czy sięgam po romans, obyczajówkę czy jeszcze coś innego. Cokolwiek to jest, przyznać trzeba, że autorka świetnie się do tego zabrała! Literatura kobieca zazwyczaj pełna jest schematów, słabo wykreowanych bohaterów czy powiewów nudy... Dlatego rzadko sięgam po książki z tego gatunku. Jednak w tym przypadku jestem bardzo pozytywnie zaskoczona, ponieważ autorka próbuje unikać schematów jak ognia. Oczywiście, nie twierdzę, że nie da się przewidzieć zakończenia tej książki - nadal mówimy o obyczajówce, a nie o fantastyce, w której wszytko jest możliwe. Ale uważam, że jest to jedna z najlepszych książek w obrębie swojego gatunku.

To, co autorce udało się najlepiej, to stopniowanie napięcia. Coś, czego oczekiwałabym raczej po thrillerze czy horrorze, tutaj świetnie się sprawdziło. Najpierw rodzi się niepewność, potem smutek, strach i kolejne emocje, które następują po sobie w umiarkowanym tempie. Będą bohaterowie, których pokochacie oraz ci, których znienawidzicie. Jednak ta nienawiść nigdy nie będzie stuprocentowa, ponieważ autorka tak pokierowała losami bohaterów, że dla każdego znalazłoby się jakieś usprawiedliwienie - lepsze czy gorsze. Bez słowa to książka odpowiednia dla osób lubiących dyskutować o postawach poszczególnych bohaterów i rozmyślać nad ich wyborami. Przykładowo Eddie zawsze mówi, że każdy w swoim życiu ma wybór, więc łatwo być szczęśliwym. A jednak w jakiś sposób bohater ten rezygnuje ze swojego szczęścia, a ta fatalna decyzja dopiero później okaże się porażką w jego oczach. A więc kwestia wyboru nigdy nie jest taka prosta... 

Nie wierzę, że miłość powinna być jak wybuch. Nie musi być dramatyczna, wygłodniała, czy jak tam jeszcze idiotycznie opisują ją pisarze i muzycy.

Cytat ten doskonale oddaje ducha książki. Sarah i Eddie poznali się przypadkiem i spędzili ze sobą miłe chwile - tak po prostu. Miłość nie zawsze musi rodzić się w bólach, w trudnych czasach, z masą problemów itp. To uczucie też może być proste. Ale czy bohaterowie będą w stanie porzucić wszystkie przeszkody i tak po prostu być razem? Musicie się tego dowiedzieć sami. :)

Podsumowując, jestem na TAK! Można przy tej książce uronić łezkę lub nawet całe wiadro łez, w zależności, jak bardzo jesteście wrażliwi. Jest to książka, która spodoba się każdej kobiecie, ponieważ porusza sprawy bardzo nam bliskie. Która z nas nie była kiedyś zraniona przez mężczyznę? Choćby w latach młodości... Ile łez wtedy uroniłyśmy i ile przekleństw rzuciłyśmy w stronę tego mężczyzny czy nawet samych siebie? Naprawdę łatwo wczuć się w sytuację Sarah, co sprawia, że z miejsca ta bohaterka staje się nam bliska. Serdecznie polecam tę powieść wszystkim kobietom!


Premiera książki: 1 października 2018


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

środa, 5 września 2018

Mistrz Dostojewski

Wielowątkowa, diaboliczna opowieść o tym jak szlachetne idee indywidualnej wolności w umysłach ludzi na wolność niegotowych, kształtowanych w uściskach carskiego samodzierżawia, przeradzają się w idee nihilizmu, bezwładne rewolucyjne ruchy i terroryzm.


Gęste od mrocznych emocji, mieszaniny obłudy i szlachetności, nienawiści i współczucia, niewinności i amoralnego cynizmu są Biesy krzywym zwierciadłem ówczesnych – jakże czasami aktualnych w opisanych postawach – inteligenckich marzeń o ludzkiej utopii i proroczą zapowiedzią powstania stalinowskiej wersji totalitaryzmu.


"Biesy" to jedno z najinteligentniejszych dzieł Fiodora Dostojewskiego, choć szczerze mówiąc ciężko wprowadzić jakąkolwiek klasyfikację jego twórczości. Mogę z pewnością uznać "Biesy" za najtrudniejszą książkę Dostojewskiego, której czytanie wymaga niesamowitego skupienia. Warto?

Już niejednokrotnie na moim blogu podkreślałam, jak bardzo cenię dzieła Dostojewskiego. Ten mężczyzna musiał być geniuszem! Tym razem mamy do czynienia ze skomplikowaną powieścią skupiającą się w znacznej mierze na polityce. Aby zrozumieć tę powieść, należy się do niej odpowiednio przygotować - mam na myśli przygotowanie historyczno - literackie, ale również psychiczne. Każda powieść Dostojewskiego zagra Wam na emocjach. "Biesy" również potrafią wywołać wiele silnych emocji, ale pod warunkiem, że czytelnik będzie w stanie zrozumieć czasy, w jakich toczy się akcja tego utworu. Dlatego byłoby dobrze, gdybyście przed rozpoczęciem lektury poczytali trochę o życiorysie Dostojewskiego oraz o czasach, w jakich tworzył.

Po raz kolejny macie okazję poznać kilkanaście czy kilkadziesiąt bohaterów. Każdy z nich ma jakąś wadę, co stanowi zaledwie drobną cząstkę tego, co autor chciał przekazać czytelnikom. Dostojewski nigdy nie wierzył w człowieka idealnego. Jego twórczość opiera się na odkrywaniu ludzkiej natury, zagłębianiu się w tajnikach psychiki człowieka. Są to trudne tematy, których nie rozumiemy do końca nawet teraz, w XXI wieku.

Dostojewski idealnie buduje fabułę. W "Biesach" znajdziecie mnóstwo wątków, a każdy z nich jest wart uwagi. Szczerze podziwiam Dostojewskiego za tę mnogość, wielowarstwowość, oryginalność... Ten autor na kartach swoich powieści przedstawia ludzkie losy bez żadnych zabarwień. Jest po prostu szczery, a przy tym tak przenikliwy i spostrzegawczy, że z pewnością niejednokrotnie zaskoczy Was swoją znajomością ludzkiego umysłu. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że mam do czynienia z człowiekiem wybitnym, geniuszem, którego nie śmiałabym oceniać. Sięgnijcie po twórczość Dostojewskiego i przekonajcie się sami.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu: