wtorek, 23 stycznia 2018

Przedpremierowo: "Kredziarz" C.J. Tudor

W mrocznych zakamarkach ludzkiego umysłu kryją się najbardziej fascynujące koszmary i tajemnice.

"Najlepiej zacząć od początku.
Sęk w tym, że nigdy nie doszliśmy do porozumienia, kiedy to wszystko się zaczęło. Może w dniu, w którym Gruby Gav dostał na urodziny wiadro z kredami? Czy jak zaczęliśmy nimi rysować tajemnicze symbole? Albo kiedy same zaczęły się pojawiać? A może wtedy, kiedy znaleziono pierwsze zwłoki?"
fragment

To Kredziarz podsunął dwunastoletniemu Eddiemu pomysł, by porozumiewać się z przyjaciółmi za pomocą rysunków kredą. To był ich kod, do czasu gdy symbole doprowadziły ich do ciała dziewczynki. Wtedy zabawa się skończyła.


Trzydzieści lat później Ed dostaje kopertę. Znajduje w niej tylko kawałek kredy i rysunek człowieka z pętlą na szyi. Zdaje sobie sprawę, że gra sprzed lat nigdy się nie skończyła…



Chyba nie muszę mówić, że zarówno opis, jak i okładka są wystarczająco przerażające. Moją jedyną obawą było to, żeby treść dorównała oprawie. Czy tak się stało?

Akcja "Kredziarza" toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych. Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem jest Ed, który opowiada wydarzenia z 1986 roku, kiedy miał dwanaście lat oraz z 2016 roku, kiedy jest w wieku czterdziestu dwóch lat. Obie płaszczyzny czasowe są równie tajemnicze i straszne, a narracja jest poprowadzona w taki sposób, że książka intryguje i wywołuje niepokój już od pierwszych stron. I choć czytelnika ogarnia paraliżujący strach, nie będzie w stanie przerwać czytania dopóki nie odkryje prawdy, która czai się gdzieś za rogiem.. 

Autorka na swój chory sposób bawi się z czytelnikiem. W pewnym momencie byłabym skłonna stwierdzić, że każdy bohater jest w tej książce podejrzany i każdy z nich może stać za wszystkimi okropnościami, które spotkały znajomych Eda. Co jakiś czas zwalniałam tempo czytania i przynajmniej próbowałam logicznie zweryfikować całą sprawę, co naprawdę było niełatwym zadaniem. Będąc już po lekturze "Kredziarza" stwierdzam z przekonaniem, że po prostu nie da się samodzielnie rozwikłać tej zagadki, a to świadczy tylko o tym, że jest to prawdziwy kryminał z krwi i kości. Jestem pewna, że "Kredziarz" zrobi furorę! 

Aura tajemniczości, liczne pozory, podejrzani mężczyźni i kobiety, co jest jawą, a co snem? Kto jest winny zabójstwa młodej dziewczyny? Kto stoi za strasznymi rysunkami? Kim jest tytułowy kredziarz? Serdecznie zachęcam Was do tego, abyście sami sięgnęli po ten wybitny tytuł. Zapewniam, że "Kredziarza" połknięcie w jedną noc, a później... Będziecie siedzieć do rana przy zapalonym świetle oraz zastanawiać się, czy na pewno odkryliście wszystkie tajemnice tej historii i czy rzeczywiście "lepiej nie znać całej prawdy"... Serdecznie polecam - zwłaszcza miłośnikom gatunku. :)

PREMIERA: 28.02.2018 r.
WYDAWNICTWO: CZARNA OWCA

Za egzemplarz do recenzji dziękuję: 

czwartek, 18 stycznia 2018

Kobieta honoru | "Hrabina Cosel" Józef Ignacy Kraszewski


Hrabina Cosel, właściwie Anna Konstancja von Brockdorff (z męża Hoym), to główna bohaterka powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego. Jedna z najpiękniejszych kobiet w historii, która była zazdrośnie strzeżona przez swojego męża. Pewnego dnia na skutek feralnego zakładu, Hoym obiecał wprowadzić swoją żonę na dwór królewski. Znany ze swojego silnego pociągu do kobiet, król August II Mocny zapragnął mieć Annę w swoich ramionach. Żona Hoyma znana była ze swojego konserwatyzmu i wręcz przesadnego dbania o dotrzymywanie danego słowa. Postawiła królowi twardy warunek - albo ślub, albo nic. Jak potoczyła się historia hrabiny Cosel?

Uwielbiam powieści historyczne! Uważam, że są to książki, które nie dość, że wciągają od pierwszych stron, to jeszcze są przebogate w historyczne fakty. Połączenie przyjemnego z pożytecznym to mój ulubiony zestaw. Polski pisarz okresu romantyzmu postanowił uczynić hrabinę Cosel bohaterką swojej powieści. Niezmiernie się cieszę, że zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę, ponieważ jest to kolejny klasyk, niedoceniony, a nawet przez wielu zapomniany...

Hrabina Cosel jest o tyle ciekawą postacią, że z jednej strony aż przesadnie dbała o swój honor. Nigdy nie zrobiła niczego wbrew własnym zasadom i przekonaniom. A jednak po jakimś czasie zgodziła się wziąć rozwód z mężem i poślubić króla... Czy nie jest to pewnego rodzaju sprzeczność? Moim zdaniem na tę postać można spojrzeć z różnych punktów widzenia. Są osoby, które całą historię o Annie Konstancji uważają za mit. Ja jednak wierzę, że ta kobieta naprawdę istniała. Kobieta, na którą August II Mocny wydawał tyle pieniędzy, że z powodzeniem utrzymałby za to ośmiotysięczny oddział wojska! 

Odnoszę wrażenie, że hrabina Cosel, choć była uważana za najpiękniejszą kobietę na dworze króla, była skromna, ale jednocześnie sprytna i inteligentna. Tak przynajmniej wykreował ją Kraszewski. Ciągle się zastanawiam czy jej postępowanie było słuszne. Prawdą jest, że małżeństwo z Hoymem nie było spełnieniem jej marzeń. Czy rzekoma miłość do króla była prawdziwym uczuciem czy tylko okazją do wzbogacenia się? 

W książce Kraszewskiego są opisane jeszcze inne smaczki, których treści nie zamierzam tu zdradzać. Były momenty wzruszające, szokujące, ale też zabawne. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona stylem Kraszewskiego. Szczerze mówiąc, narobiłam sobie ochotę na "Starą baśń", która ciągle znajduje się na moim "stosiku hańby". 

Serdecznie Wam polecam "Hrabinę Cosel" - jest to niesamowicie wciągająca opowieść, osadzona w XVIII wieku, ciesząca oczy i duszę. :)

Za przepiękne wydanie dziękuję wydawnictwu:

sobota, 13 stycznia 2018

TOP 5 - Książki, które mnie wzruszyły

Cześć!

Postanowiłam od czasu do czasu zamieścić tutaj post o książkach, na które zwróciłam szczególną uwagę. Pierwszy post z tego cyklu będzie dotyczył tych książek, przy których wylałam wiadro łez. Oczywiście nie twierdzę, że wszystkich wzruszą te historie, ale możecie spróbować. Zapraszam na pięć książek, które zmusiły mnie do płaczu! 

1. "Zielona Mila" Stephen King




Większość osób zapewne zna tę historię - z książki lub filmu. Ja postanowiłam najpierw sięgnąć po książkę. Płakałam przez ostatnie 50 stron... Na końcówce nie widziałam już tego, co czytam. Historia John'a Coffey'a, który został oskarżony o morderstwo i gwałt dwóch dziewczynek, jest nieprawdopodobnie wzruszającą opowieścią nadrzędnego klawisza Paula Edgecombe'a, który próbuje pozbyć się demonów przeszłości. "Zielona Mila" jest nie tylko wyciskaczem łez, lecz także świetnie napisaną powieścią! Stephen King to autor, który zdecydowanie zasługuje na miano mistrza. Przekonajcie się sami! Polecam. :)

2. "Słowik" Kristin Hannah




Przeczytałam sporo książek, których akcja rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej. Niektóre z nich szokują, inne wzruszają... "Słowik" robi jedno i drugie. Jest to historia dwóch sióstr, które bardzo się od siebie różnią. Jednak łączy ich ten fakt, że obie działają na rzecz ruchu oporu. Francja w czasach drugiej wojny światowej jest tłem tej opowieści, chociaż "tło" nie jest najodpowiedniejszym wyrazem... Autorka nawet na moment nie pozwala czytelnikowi zapomnieć o makabrycznych czasach, kiedy ludzie walczyli o życie. Ale "Słowik" to nie tylko nauka historii. To także piękna opowieść o walce, miłości, przyjaźni, rodzinie... Z całego serca ją polecam! 

3. "Ojciec Goriot" Honore de Balzac


"Ojciec Goriot" to historia staruszka nad życie kochającego swoje córki. Niestety, młode kobiety nie odwzajemniają tego uczucia. Wykorzystują ojca jak tylko mogą i nie mają wyrzutów sumienia. Ta XIX - wieczna powieść uczy czytelnika szacunku do własnej rodziny, ale też do drugiego człowieka. Jest to klasyk, który trzeba znać! Każdy czytelnik uroni łezkę. :)

4. "Żona plantatora herbaty" Dinah Jefferies




Tę książkę przeczytałam już dość dawno, a recenzję możecie znaleźć na blogu. Pisałam w niej o tym, jak bardzo płakałam. I uwierzcie mi, że do tej pory pamiętam większość tej historii. Do tej pory mnie to wzrusza. Mam nadzieję, że kiedyś o niej zapomnę, żeby kolejny raz zagłębić się w świecie Cejlonu, plantacjach herbaty i tajemnic, które pojawiają się w życiu głównej bohaterki. "Żona plantatora herbaty" to, tak jak "Słowik", powieść historyczna. Jednak nie znajdziecie tutaj historycznych wydarzeń, ale raczej opis życia, jakie ludzie wiedli na Cejlonie w latach 20. i 30. XX wieku. I, oczywiście, wzruszy Was do łez. :)

5. "Ogniem i mieczem" Henryk Sienkiewicz




Tyle razy już próbowałam Was przekonać do tej powieści... Czekam na to aż w końcu ktoś mi powie: "Ania, miałaś rację! Ta książka jest niesamowita!". "Ogniem i mieczem" to też powieść historyczna, której akcja rozgrywa się w wieku XVII i skupia się na konfliktach polsko-ukraińskich oraz wojnach kozackich. Sienkiewicz wspaniale połączył tło historyczne z wątkiem romantycznej miłości Heleny Kurcewiczówny i Jana Skrzetuskiego. Pojawia się jednak Bohun - porywczy Kozak, który zamierza wziąć Helenę za żonę. Splot konfliktów, wartka akcja, ucieczki, walki, radości i smutki... To wszystko sprawia, że "Ogniem i mieczem" jest tak wyjątkową powieścią. Losy bohaterów na długo zapadną Wam w pamięć, a przedstawiona historia poruszy Wasze serca. Polecam! 

To tyle, jeżeli chodzi o wyciskacze łez. Napiszcie w komentarzu jakie książki Was wzruszyły i dlaczego. :)

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Świat cyborgów | "Cinder", "Saga księżycowa" tom I Marissy Meyer

Ulice Nowego Pekinu zapełniają ludzie i androidy. Szaleje śmiertelna zaraza. Bezlitośni księżycowi ludzie patrzą z kosmosu, czekając na swoją okazję. Nikt nie wie, że los ziemi spoczywa w rękach jednej dziewczyny…

Cinder, utalentowana mechanik, jest cyborgiem. Tym samym należy do obywateli drugiej kategorii. Jej przeszłość to tajemnica. Macocha jej nienawidzi i wini ją za chorobę przyrodniej siostry. Ale kiedy jej życie splątuje się z życiem przystojnego księcia Kaia, Cinder nagle wpada w sam środek międzygalaktycznej wojny i doświadcza zakazanego zauroczenia. Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem wolności, lojalnością a zdradą, musi odkryć prawdę o swojej przeszłości, by uratować przyszłość świata.




"Saga księżycowa" okazała się prawdziwym hitem wydawniczym w Ameryce. Z tego, co wiem, w Polsce również zaczyna robić furorę. O co tyle krzyku? Czy warto sięgnąć po "Cinder"? Zapraszam na recenzję.

Zdaję sobie sprawę z tego, że współczesnym autorom coraz trudniej jest odpowiedzieć na wymagania czytelników. Rynek wydawniczy jest ogromny i bardzo różnorodny, a przecież w literaturze wszystko już było! Dlatego od jakiegoś czasu czytelnicy mogą zaobserwować zjawisko czerpania inspiracji z ponadczasowych utworów - również z bajek i baśni. Tym razem mamy do czynienia z "Kopciuszkiem". Główna bohaterka książki Marissy Meyer, Cinder, jest wzorowana na postaci Kopciuszka. Nie zna swoich biologicznych rodziców, nie wie niczego o swojej przeszłości, a na co dzień musi żyć z okropną macochą, która jej nie znosi. Brzmi znajomo, prawda? Autorka w swojej książce umieściła także postać przystojnego księcia i nie omieszkała opisać wystawnego balu, który nawiasem mówiąc nie wiadomo skąd się wziął. 

Skoro już jestem przy minusach "Cinder", muszę wspomnieć o relacji Cinder z Kaiem. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego... Pierwsza uwaga dotyczy tego, że ta relacja jest ciągle niepewna. Nawet teraz nie jestem w stanie określić, czy łączyła ich przyjaźń, miłość, zauroczenie, a może coś jeszcze innego. Jeżeli "Cinder" jest jeszcze przed Wami, zwróćcie uwagę na rozwój tej znajomości. Moim zdaniem nie najlepiej to wyszło... W pewnej chwili odniosłam wrażenie, że Kai kompletnie nie nadaje się na monarchę, a Cinder widzi w nim tylko bogatego przystojniaka. Coś tu ewidentnie nie pasuje.

Dobra, koniec marudzenia. Mimo drobnych minusów i mimo tego, że nie jestem fanką książek, których treść wybiega w daleką przyszłość, "Cinder" mi się podobała. Dla niektórych słowa "android" czy "Nowy Pekin" brzmią zbyt kiczowato i są całkowicie odrealnione. Tak, to prawda, momentami akcja staje się zbyt sztuczna. Ale autorka użyła bardzo przyjemnego stylu pisania i poprowadziła akcję w taki sposób, że od tej książki po prostu nie można się oderwać. Jestem naprawdę zaskoczona, że mam ochotę sięgnąć po drugi tom. Poza tym nie ma się co oszukiwać, drogie okładkowe sroki... Oprawa graficzna kusi i to bardzo! 

Podsumowując, zachęcam Was do sięgnięcia po "Cinder". Jest to książka odpowiednia dla tych czytelników, którym nie przeszkadzają drobne zgrzyty w treści i są w stanie zignorować to, co im się nie podoba (Cinder i Kai...). Znajdziecie tutaj niesamowity czarny charakter, wciągającą fabułę i śmiertelną chorobę, która sieje spustoszenie na Ziemi... To jak? Przeczytacie? :) 

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 4 stycznia 2018

XIX - wieczny romans | "Wichrowe wzgórza"

Akcja „Wichrowych Wzgórz” rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX w. Earnshaw, właściciel majątku Wuthering Heights (tytułowe Wichrowe Wzgórza), przywozi do domu bezdomnego, cygańskiego chłopca, którego znalazł na ulicach Liverpoolu i nakazuje własnym dzieciom traktować go jak brata. Pomiędzy przybyszem a małą Cathy rodzi się więź tak silna, że z czasem przestają się liczyć nie tylko z konwenansami, ale i z ludźmi, wśród których żyją. Namiętność Heathcliffa i Catherine obnaża mroczną stronę ludzkiej natury, jest mściwa, wszechogarniająca i dzika jak wrzosowiska Yorkshire. Bohaterowie powieści Brontë płacą za to najwyższą cenę, a za ich błędy musi odpokutować następne pokolenie…


Nowiutkie, przepiękne, wznowione wydanie "Wichrowych wzgórz", jedynej książki napisanej przez Emily Jane Bronte, to prawdziwa perełka klasyki. Jeden z najpopularniejszych romansów wszech czasów. Długo zwlekałam z sięgnięciem po tę pozycję, ale najnowsze wydanie bardzo mnie do tego zachęciło (tak, jestem okładkową sroką). Czy było warto? 

"Wichrowe wzgórza" to historia miłości, którą każda kobieta chciałaby przeżyć. Wspaniały klimat wrzosowisk, tajemniczość, mnóstwo emocji, a to wszystko napisane pięknym językiem. Czego chcieć więcej? Wiem, że "Wichrowe wzgórza" można pokochać albo znienawidzić. Są osoby, którym taki styl pisania i taka opowieść po prostu nie przypadną do gustu. Jednak zdecydowana większość czytelników (czy raczej czytelniczek?) doceniła kunszt literacki Emily Bronte. Ja muszę przyznać, że jestem naprawdę zauroczona tą książką. Nie spodziewałam się, że tak bardzo mi się spodoba - i w tym miejscu zaznaczę, że raczej stronię od romansów. Ale "Wichrowe wzgórza" to coś więcej niż zwykły romans. To książka o emocjach, przebaczeniu, zemście i relacjach międzyludzkich. 

Odniosłam wrażenie, że "Wichrowe wzgórza" skupiają się głównie na emocjach, nad którymi człowiek nie jest w stanie zapanować. Autorka bardzo dużo mówi o miłości i udowadnia, że to uczucie, choć tak powszechne, wcale nie jest oczywiste. Emily Bronte przedstawia czytelnikom bardzo trafny obraz ludzi, którzy rozpaczliwie pragną dostać to, czego nie mogą mieć. 

Jest to jedna z najpiękniejszych książek, jakie udało mi się przeczytać. Prawdziwa, przepełniona emocjami, raz czytacie ją z uśmiechem na twarzy, a innymi razem chcielibyście ją wyrzucić. Pokazuje trudne życie, jakie wiedli ludzie w XVIII i XIX wieku. Jest to książka zdecydowanie warta przeczytania. Serdecznie polecam. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Serce w kawałkach | "Conviction" Corinne Michaels

Jeżeli myślisz, że zakończenie "Consolation" zwalało z nóg, przeczytaj "Conviction" i przekonaj się, że Corinne Michaels jest w stanie dostarczyć jeszcze większych emocji i zaskoczeń! Druga część duetu "Consolation" rozdziera serce, wzrusza i zachwyca, czyniąc tę literacką przygodę niezapomnianą i zapierającą dech w piersi.

Po raz kolejny autorka złamie ci serce. Ale czy poskłada je na nowo?


"Zakochałam się w Liamie tylko po to, aby moje serce znów pękło na milion kawałków. Paraliżuje mnie świadomość życia bez niego, ale rzeczywistość wygląda tak, że odszedł. On tego nie rozumie, a ja nie mogę go do niczego zmusić. Gdyby tylko dostrzegł pewność kryjącą się za moimi słowami... Wtedy nadal bylibyśmy razem".


Nie ukrywam, że byłoby dla mnie o wiele łatwiej, gdybym napisała recenzję ze spojlerami. Seria Corinne Michaels została skonstruowana w taki sposób, że trudno cokolwiek powiedzieć o drugiej części nie zdradzając szczegółów z pierwszego tomu. Ale spokojnie! Będę milczeć jak grób. :) Serdecznie zapraszam na recenzję drugiego tomu serii "Constolaion Duet" - "Conviction".

Jak już wiecie, nie przepadam za romansami, ponieważ zazwyczaj są do bólu przewidywalne, a przez to nudne. Jednak książki Corinne Michaels nie wpisują się w żadne oklepane schematy, co bardzo mnie cieszy. "Conviction" jest świetną kontynuacją głównie z tego względu, że faktycznie zaskakuje. O ile treść "Consolation" można było w jakimś stopniu przewidzieć, tak "Conviction" do końca będzie Wam zapewniało uczucie niepewności, a ciekawość będzie rosła w miarę czytania. :) 

Główna bohaterka, Natalie, zmagała się z wieloma poważnymi problemami. Nie da się ukryć, że poniekąd przyczyniła się do rozpadu swojego małżeństwa, choć to nie ona stanowiła główny problem. Natalie przeszła niesamowitą przemianę. Kochała swojego męża na zabój, później zaczęła go nienawidzić, a w końcu doszła do wniosku, że Aaron jest tylko człowiekiem i, jak każdy, popełnia błędy. W końcu zrozumiała, że ona sama zapomniała o szczęściu rodziny przekładając ponad to swoje pragnienia. Wewnętrzną przemianę przechodzi również Liam, który swoją pracę traktował jako przygodę, a nawet dobrą zabawę. Nigdy nie rozumiał kolegów, którzy całym sercem tęsknili za rodziną. Liam po prostu nie był zżyty z rodzicami i nie miał do kogo wracać. Ale ze względu na to, że jego sytuacja życiowa diametralnie się zmieniła, Liam zaczął inaczej patrzeć na świat. Nie będę poruszać kwestii Aarona, ponieważ zabrałabym Wam przyjemność z czytania. O nim musicie dowiedzieć się sami. :)

Szanuję Corinne Michales za to, że nie jest banalna w swojej twórczości. Choć jej książki są romansami, pokazują prawdziwe życiowe problemy, z którymi wiele kobiet musi się mierzyć. Książki te pokazują jak łatwo można zniszczyć związek, w którym kiedyś było mnóstwo miłości i zrozumienia. Pokazują również, że czasami warto spojrzeć na człowieka z innej perspektywy i spróbować ocenić swoje własne zachowanie. Przecież w życiu wszystko jest relatywne, nie można stosować systemu 0-1. Tak łatwo zapomnieć o tej prostej życiowej prawdzie...

Ze swojej strony serdecznie polecam zarówno "Consolation" jak i "Conviction". Jest to historia, której nie można zapomnieć. Wartościowa, z mądrym przesłaniem, wciągająca i emocjonująca. Mam nadzieję, że zdecydujecie się sięgnąć po ten cykl. :)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

piątek, 29 grudnia 2017

Seksbomba Ameryki | "Marilyn na Manhattanie"


Marilyn Monroe - jedna z najbardziej znanych amerykańskich aktorek, która zawsze była postrzegana jako typowa słodka i głupiutka blondynka. Czy rzeczywiście taka była? Nagą prawdę prezentuje autorka książki pt. "Marilyn na Manhattanie". Sama przyznaję, że postrzegałam Marilyn jako osobę trochę przereklamowaną, nie rozumiałam jej zachowania i ogólnie mówiąc - nie byłam jej fanką. Przyznaję, że biografia Marilyn pióra Elizabeth Winder otworzyła mi oczy. Aż mi wstyd, że zaczęłam oceniać człowieka zanim w ogóle się do niego zbliżyłam. Jaka więc była Marilyn?

Kobieta skromna, z trudną przeszłością, wymagająca ciągłej opieki i poczucia bezpieczeństwa, nie rozumiała swojego własnego fenomenu, nie potrafiła konkurować z ludźmi. Zawsze ciepła, radosna, prawdziwa i szczera. Taka właśnie była Marilyn. Elizabeth Winder wybrała najradośniejszy rok z życia Marilyn i opisała go w swojej książce. Okazuje się, że MM przeszła prawdziwą rewolucję, którą zapoczątkowali jej przyjaciele. Wszyscy z czułością mówią o wyjątkowej osobowości, jaką była Marilyn... 

Każdy, kto wcześniej uważał amerykańską seksbombę za głupiutką blondynkę, która poza wyglądem i słodkim głosem nie ma niczego do zaoferowania, zmieniał zdanie, kiedy tylko chwilę z nią porozmawiał. Marilyn miała ogromne poczucie humoru, była oczytana, inteligentna i ambitna. Miała dość ról komediowych. Jej największym marzeniem była rola Gruszeński z "Braci Karamazow". Chciała zostać dostrzeżona jako utalentowana aktorka, która potrafi więcej niż wszystkim się wydaje. Marilyn była prawdziwym molem książkowym! Dacie wiarę? Kiedy tylko dostrzegła u kogoś w domu biblioteczkę, od razu do niej lgnęła i przeglądała tytuły.

To, co w tej biografii podoba mi się najbardziej, to narracja. Autorka nie pisze w pierwszej osobie, jakoby to miała być sama Marilyn, ale w trzeciej osobie. Jest neutralnym narratorem, który zebrał wystarczająco dużo informacji i połączył je w całość. Stylistycznie "Marilyn na Manhattanie" jest świetnie napisana. Naprawdę, nie mam żadnych zastrzeżeń. Choć nie lubię czytać biografii, ta książka wciągnęła mnie już od pierwszej strony i trzymała przy sobie do samego końca. Jeżeli, tak jak ja, nie lubicie czytać biografii, dajcie szansę "Marilyn na Manhattanie". To naprawdę wyjątkowa pozycja, która wzbogaci Waszą wiedzę i być może rzuci na postać Marilyn lepsze światło. Po tej lekturze mam wielką ochotę na obejrzenie jakiegokolwiek filmu, w którym grała Marilyn. Książka spełniła swoją rolę. Wspaniała lektura o wspaniałej osobie. Polecam! 

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu: