piątek, 15 listopada 2019

Nowy komiks paragrafowy - Sherlock Holmes



Pozostając w temacie mojego ukochanego Sherlocka, tym razem mam dla Was propozycję komiksu paragrafowego od Fox Games. Wydawnictwo Fox Games ma na swoim koncie już całkiem sporo takich komiksów. Zyskują one coraz szersze rzesze fanów - i bardzo dobrze! Dlaczego warto sięgnąć po taki rodzaj zabawy? 

Tego typu zabawa nie wymaga dwóch graczy. Jasne, można bawić się we dwójkę, ale w pojedynkę będzie łatwiej. To, że gramy samodzielnie wcale nie oznacza, że gra jest nudna. To Wy wyznaczacie kierunek rozgrywki, wybieracie, co chcecie teraz zrobić, które drzwi otworzyć, z kim porozmawiać i czego szukać. W tym komiksie akcja toczy się w czasie podróży pociągiem z Canterbury do Liverpoolu, mijając przy tym inne lokalizacje, gdzie również znajdziecie wiele ciekawych rzeczy. 

W komiksach paragrafowych oprócz samej, arcyciekawej, techniki gry, doceniam również fabułę. Okazuje się bowiem, że komiksy paragrafowe są skomplikowane, intrygujące i potrafią nieźle namieszać nam w głowach! Recenzowałam kilka innych, np. Hokus i Pokus czy Porwanie. One również były wspaniałe, ale przewaga komiksów o Sherlocku polega na tym, że ten bohater sam w sobie jest tajemniczy, przez co fabuła musi mu dorównać. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że każdy gracz będzie zaintrygowany i zaskoczony tym, jak może rozwinąć się akcja.

Umieszczenie w tego typu komiksie postaci tak wyjątkowej jak Sherlock to naprawdę coś wspaniałego! Czysta esencja dobrej zabawy. :) Poza tym już sam tytuł wskazuje, że tym razem będzie się działo! Czeka nas w końcu konfrontacja z wrogiem nr 1 samego Sherlocka. No chyba, że... To my wcielimy się w tego wroga.

Jak zwykle serdecznie polecam kolejny już komiks paragrafowy z nadzieją, że ta rozrywka przypadnie Wam do gustu równie mocno jak mnie. 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


piątek, 8 listopada 2019

"Szczygieł" Donna Tartt + promocja w megaksiazki.pl


Nagroda Pulitzera 2014, ekranizacja, którą już wkrótce ujrzymy, niesamowicie głośna książka Donny Tartt - Szczygieł.

Theo Decker traci matkę w zamachu, a sam cudem unika śmierci. Z ruin muzeum kradnie ulubiony obraz matki. Od tej pory Szczygieł zawsze będzie przy nim. Jednak z czasem cenny obraz wprowadzi Theo do bardzo niebezpiecznego świata handlarzy sztuką... 

Szczygieł to książka, którą czyta się długo i z trudem. Porusza wiele ciężkich problemów, wymusza na czytelniku wzięcie ciężaru na swoje barki, wymaga skupienia i zaangażowania. Opowiada o młodym człowieku nierozpieszczanym przez życie. Theo jest ciągle w drodze, nie rozstaje się ze sztuką, wręcz przeciwnie - ciągle ją zgłębia, poznaje na nowo i szuka jej sensu. Sztuka to najwyższa forma wyrazu, jaką ludzkość może stworzyć, dlatego też książka o niej nie może być przeciętna. Donna Tartt wspięła się na wyżyny oryginalności tworząc obraz człowieka zdesperowanego, niespokojnego - z jednej strony tak dalekiego od zwykłych ludzi, a z drugiej strony mającego tyle wspólnego z każdym z nas... 

Szczygieł zajął mi wiele czasu. Postawił przede mną mnóstwo pytań, nie na wszystkie dostałam odpowiedź. Wiem, że ta książka nie do wszystkich trafi, ale czy tego chcecie, czy nie, Donna Tartt stworzyła powieść o wszystkich ludziach. Theo tylko z pozoru wydaje się zachowywać irracjonalnie, jednak w głębi duszy czujemy, że sami moglibyśmy zrobić coś równie szalonego, o ile nie gorszego. 

Moim zdaniem najlepiej jest nie wiedzieć o tej książce niczego! Usiąść do niej bez żadnych wcześniejszych przygotowań i po prostu wczuć się w ten mroczny klimat sztuki. To opowieść o człowieku niepotrafiącym rozliczyć się z przeszłością, o uzależnieniu od przedmiotu, który zamiast nam pomóc - tylko rozdrapuje stare rany i niszczy nas od środka. 

Nie mogłabym nie polecić Wam tej książki, choć ostrzegam, że nie będzie łatwo. Przygotujcie się na lekturę pełną sprzeczności, lęku, strachu, mroku i... sztuki. Koniecznie sięgnijcie po ten jakże głośny tytuł i dajcie znać, jakie emocje wywołała w Was ta opowieść. :)




Za egzemplarz do recenzji dziękuję księgarni: 


piątek, 1 listopada 2019

"Laponia. Wszystkie imiona śniegu"


Czy słyszeliście kiedyś o Saamach? Czy wiecie o Laponii coś więcej? Zauważyłam, że świat ogarnęła moda na egzotyczne kraje, gdzie można roztapiać się w promieniach słońca popijając drinka z palemką. Okazuje się jednak, że świat jest o wiele bardziej interesujący i proponuje nam coś więcej niż tylko piach i wodę. Dajcie się porwać historii ludu Saamów... 

Laponia. Wszystkie imiona śniegu to książka autorów bloga Bite of Iceland. Tłumaczy ona  czytelnikom przede wszystkim wierzenia, zwyczaje, legendy pokazując nam tę stronę Laponii, której wcześniej z pewnością nie mieliśmy okazji poznać. Moim zdaniem jest to duży plus, ponieważ autorzy zdecydowali się na sięgnięcie w głąb duszy tej konkretnej społeczności. Dzięki temu książka nie jest pozbawiona emocji, nie daje nam suchych faktów. Pozwala lepiej zrozumieć kulturę Saamów i wczuć się w mroźny, ale jednocześnie uroczy klimat północy. 

Nie znajdziecie tutaj opisu codziennego życia Saamów, nad czym trochę ubolewam. Jednak z drugiej strony jest sporo materiałów na ten temat. Założę się, że autorzy tej książki musieli zrobić spory research w poszukiwaniu źródeł wiedzy, do której przeciętny człowiek nie ma łatwego dostępu - i to się ceni. Co nie przypadło mi do gustu w tej książce? Zdecydowanie styl! Zabrakło mi walorów artystycznych, literackich. Autorzy piszą w sposób naukowy, nie lekki. Nie ukrywam, że taki styl bardzo mi przeszkadza, bo spodziewałam się czegoś lepszego. Jednak tym, którzy nie zwracają uwagi na takie rzeczy, nie powinno to stanowić przeszkody. 

Nie mogę tej książki polecić w stu procentach, bo sama nie jestem do niej przekonana. Owszem, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, ale miałam inne oczekiwania. Polecam tę lekturę osobom zainteresowanym historią Saamów oraz ich wierzeniami. Tym, którzy liczą na piękny reportaż niepozbawiony walorów estetycznych, raczej odradzam.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:



niedziela, 27 października 2019

"Wieża świtu" Sarah J. Maas


Wieża świtu - tak zwany tom połówkowy (a przynajmniej ja używam tego określenia :D), co oznacza, że należy do serii, ale jest tylko dodatkiem i można go pominąć. Z tego też powodu okładka różni się od pozostałych tomów serii Szklany tron. Wieża świtu swoją premierę miała 18.04.2018 roku, więc jeszcze przed Królestwem popiołów. Zostawiłam ją sobie na sam koniec, bo nie chciałam odrywać się od właściwej akcji. O czym opowiada książka?

Tom 5.5 poświęcony jest przede wszystkim Chaolowi i Nesryl - ale, oczywiście, nie tylko! Wszyscy już doskonale znamy Sarah J. Maas i wiemy, że jest to autorka, która nie potrafi się ograniczać w pisaniu. Na blisko 850 stronach spotkamy wielu bohaterów i jeszcze więcej akcji. Chaol i Nesryl wyruszają w podróż do miasta Antica. Były Kapitan Gwardii Królewskiej liczy na to, że jedna z uzdrowicielek przywróci mu władzę w nogach. Zaczyna się bardzo niepozornie, ale za chwilę akcja nabierze tempa i nie zwolni aż do końca!

Zachwyca mnie to, ile pracy Sarah J. Maas wkłada w swoje książki. Od samego początku tej serii, od pierwszego tomu, bohaterowie są w mojej głowie jak żywi! Jednych lubię, innych nienawidzę, ale każdy z nich w jakiś sposób mnie porusza, wywołuje emocje. To oznacza, że postacie są naprawdę świetnie wykreowane i chyba każdy miłośnik Maas się ze mną zgodzi.

Pojawiają się gdzieniegdzie głosy, że Wieża świtu jest stanowczo zbyt obszerna. Ale takie opinie krążą przy każdej książce Maas, taki jest po prostu jej styl. Ja też na początku narzekałam, ale teraz to doceniam. Dzięki takiej liczbie stron mogę dłużej siedzieć w tym świecie, mam czas na przemyślenie zachowania bohaterów i wcale nie uważam, że ten czas odpoczynku jest dla mnie nudny czy zmarnowany. 

Komu tej książki zdecydowanie nie polecam? Na pewno tym, którzy za Chaolem nie przepadają. Wiem, że tacy też są. Jednak myślę, że można podejść do tej książki trochę inaczej i skupić się bardziej na samej fabule, a mniej na Chaolu - co kto lubi. :) Jedno jest pewne - Wieża świtu to część, która stanowi doskonałą zapowiedź tego, co spotkamy w Królestwie popiołów. Dajcie się porwać tej serii, dajcie szansę temu tomowi, a zapewniam, że będziecie zachwyceni! Szklany tron nie bez powodu jest tak popularny i ciągle się do niego wraca. W tym uniwersum naprawdę można przepaść bez reszty. :)

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:

środa, 23 października 2019

"Zakon Drzewa Pomarańczy" Samantha Shannon


Zakon Drzewa Pomarańczy, czyli najpopularniejsza książka ostatnich tygodni zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Potężna dawka fantastyki w najlepszym wydaniu. O czym opowiada ta ponad tysiącstronicowa cegła? 

Pierwsze, co rzuca się w oczy to ogromna mapka na początku książki - ogromna, bo aż na trzy strony. Jednak najlepiej poznajemy królewiectwo (nie królestwo!) Inys, którym włada Sabran IX. Na jej barkach spoczywa ogromny ciężar odpowiedzialności. Przede wszystkim musi wydać na świat córkę, która przejmie władzę nad królewiectwem, a przy okazji wybrać odpowiedniego kandydata na męża, dzięki czemu nawiąże nowy sojusz. Tymczasem sytuacja polityczna staje się coraz bardziej niebezpieczna dla wszystkich, skrytobójcy tylko czekają na okazję, aby pozbyć się Sabran i zniszczyć Inys. Ead Duryan ma za zadanie bronić królowej, choć w rzeczywistości podlega zupełnie komuś innemu - tajemniczej organizacji czarodziejek. 

W międzyczasie czytelnik poznaje drugą stronę mapy, czyli Wschód. Na Wschodzie spotykamy przede wszystkim Tane, która jest gotowa poświęcić dosłownie wszystko, żeby tylko spełnić swoje marzenie. Tane chce zostać jeźdźcem smoków, ale ten zaszczyt spotyka nielicznych. Wschód i Zachód nie potrafią dojść do porozumienia nawet w momencie, gdy wszystkim zagraża odradzająca się siła, gotowa zniszczyć wszystko, co napotka na swojej drodze... 


Chyba jeszcze nigdy nie napisałam tak długiego wstępu, w dodatku unikając spojlerów. Nie dało się zrobić tego inaczej, ponieważ Zakon Drzewa Pomarańczy to naprawdę przeogromna, bardzo złożona powieść, z milionami bohaterów, wątków i wydarzeń. Jednak mimo swojej objętości i dość trudnej treści, czytelnik bardzo szybko i z łatwością poznaje świat wykreowany przez Samanthę Shannon. 

Bohaterka, z którą związałam się najbardziej to zdecydowanie Ead. I to właśnie tę bohaterkę najbliżej poznajemy. Zaintrygowało mnie jej miejsce w królewiectwie Inys, jej charakter oraz historia. Jak to się stało, że buntownicza dziewczyna, która gardzi królową i nie jest za bardzo lubiana na dworze, przebywa właśnie tutaj? Przecież jest związana z zupełnie innym miejscem, o którym nikt inny nie ma pojęcia. Cała ta opowieść jest naprawdę wciągająca, szczególnie, że relacja między Ead a Sabran ulega gigantycznej zmianie, co zaskoczy chyba wszystkich czytelników. 

Zakon Drzewa Pomarańczy to zdecydowanie feministyczna powieść, o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. Moim zdaniem Samantha Shannon napisała książkę w duchu zdrowego feminizmu, tzn. nie obrażając przy tym mężczyzn i nie umniejszając ich roli w życiu. Wyszło jej to lepiej niż Bolesławowi Prusowi w Emancypantkach, gdzie każda kobieta jest delikatnie mówiąc głupiutka, więc ewidentnie coś poszło nie tak. Tutaj Samantha Shannon świetnie pokazała, że kobiece postacie mogą być wspaniałe, że kobiety potrafią stworzyć potężne państwo i zajmowaćsię czymś więcej, niż tylko plotkami i romansami. Uważam, że pomysł z królewiectwem jest jak najbardziej trafiony. 

Czy w książce tak powszechnie wychwalanej coś mogło pójść nie tak? Wydaje mi się, że autorka przesadziła z fabułą, przez co mnogość wydarzeń, intryg, bohaterów i miejsc po prostu przytłacza czytelnika. W którymś momencie książki byłam już zmęczona fabułą, która rozwijała się w tak różnych kierunkach, że naprawdę czasami trudno było odnaleźć się w tym wszystkim. Myślę, że autorka mogła z czegoś zrezygnować albo z jednej książki stworzyć kilka tomów.

Mimo wszystko przy Zakonie Drzewa Pomarańczy spędziłam kilkanaście (o ile nie kilkadziesiąt) godzin poznając wspaniały świat smoków, magii, silnych kobiet i tajemniczych miejsc. Jeśli macie ochotę na potężną książkę, przy której spędzicie sporo czasu delektując się fantastyką, koniecznie sięgnijcie po najnowszą powieść Samanthy Shannon! Do wyboru macie dwie wersje - dwa tomy w miękkiej oprawie lub jeden tom w twardej oprawie. Nie daję tej książce najwyższej noty, raczej 4/5, ale to nadal bardzo wysoka ocena! Podsumowując, polecam i czekam na Wasze opinie. :)


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 17 października 2019

Pierwsza świąteczna opowieść - "Śnieżna siostra" Maja Lunde


Wiem, wiem... Mamy dopiero październik. Nigdy nie byłam zwolenniczką przeżywania świąt z tak dużym wyprzedzeniem. W końcu przed nami jest jeszcze Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki, które również powinno się przeżywać - w ciszy, spokoju, zadumie... Więc to, delikatnie mówiąc, dziwne, że na rynku wydawniczym już możemy spotkać nowości świąteczne. Ale obok tego tytułu nie mogłam przejść obojętnie, dlatego w tym roku zacznę mówić o świętach już dziś.

Maja Lunde to bardzo znana autorka za sprawą swojej książki pt. Historia pszczół. Nie jestem miłośniczką tej książki, nie bardzo rozumiem jej fenomen, ale dałam autorce drugą szansę, bo chciałam sprawdzić, jak poradzi sobie z literaturą dziecięcą. Śnieżna siostra opowiada o dziesięcioletnim Julianie, który Wigilię przeżywa podwójnie - oprócz oczywistego święta, na ten dzień przypadają również jego urodziny. Jednak atmosfera w domu jest przygnębiająca... Rodzice Juliana po stracie swojej córki nie potrafią cieszyć się nadchodzącymi świętami.

Tymczasem Julian, próbujący zapomnieć o swoich smutkach, poznaje Hedvig - prawdopodobnie najszczęśliwszą dziewczynę na całym świecie! Zaraża Juliana optymizmem stając się tym samym jego przyjaciółką. Jednak w domu Hedvig dzieje się coś niepokojącego... 

Książka została podzielona na 24 rozdziały - po jednym na każdy dzień adwentu. Przepiękna, wzruszająca historia, wydobywająca z czytelników wszystkie, nawet te najgłębiej skrywane emocje. Święta to czas nie tylko radości, ale również wzruszeń, wspominania bliskich zmarłych, celebrowania drobnych gestów i ulotnych chwil. Ta książka pozwoli Wam odpowiednio przygotować się do świąt - zarazi Was świąteczną atmosferą, rozbawi, wzruszy i nie pozwoli o sobie zapomnieć.

Nawet jeżeli nie przepadacie za świętami, dajcie szansę tej książce. Oprócz tego, że jest utrzymana w wigilijnym klimacie, mówi przecież o uniwersalnych wartościach, bliskich każdemu człowiekowi. Możecie przeżyć tę historię w duchu świąt, ale równie dobrze możecie wcale o tym nie myśleć! Poznajcie Juliana i Hedvig, przyjrzyjcie się tej relacji i wyciągnijcie z tej lektury niejedną lekcję. Serdecznie polecam! 


UWAGA! Ze względu na to, że jeszcze nie otrzymałam papierowej wersji, nie mogłam umieścić tutaj zdjęć książki. Kiedy tylko dostanę paczuszkę z książką, na pewno wstawię zdjęcia na Instagram. Przy okazji zachęcam do obserwowania mojego konta - https://www.instagram.com/czytanienaszymzyciem/


Za możliwość przedpremierowego przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu:


niedziela, 13 października 2019

Enola Holmes powraca!


Enola Holmes przejmuje dowodzenie w sprawie zaginięcia leworęcznej lady. Wciela się w postać Ivy Meshle, niejednokrotnie ryzykuje, ukrywa się i rozwiązuje kolejne zagadki. Czy Sherlock Holmes powstrzyma ją przed wyprawianiem głupot?

Drugi tom przygód Enoli przypadł mi do gustu o wiele bardziej niż pierwszy! Przede wszystkim fabuła jest lepiej skonstruowana, zagadka bardziej złożona, a Enola... coraz bardziej pomysłowa! Widać, że główna bohaterka wspaniale czuje się w swojej nowej roli. Stopniowo uczy się panować nad emocjami, poznaje mroczną stronę rzeczywistości i staje twarzą w twarz z wyzwaniami dorosłych ludzi. Coraz lepiej radzi sobie z trzymaniem języka za zębami i z udawaniem pani z wyższych sfer, czego szczerze nienawidzi! 

Słowa Joanny Olech, które znajdują się na okładce drugiego tomu, tj. Ciekawa fabuła detektywistyczno - emancypacyjna to wspaniałe podsumowanie tej opowieści! Nie wspomniałam o tym przy pisaniu recenzji pierwszego tomu, ponieważ treści poruszających temat emancypacji kobiet było niewiele. Natomiast w drugim tomie autorka pisze o tym śmielej, pewniej i z jasnym przesłaniem: emancypacja jest dobra! Młodziutka Enola na samą myśl o tym, że musiałaby marnować czas na te wszystkie bzdurne rzeczy, których wymaga się od kobiet w XIX wieku aż czerwienieje ze złości. I nie ma się co dziwić! Oliwy do ognia dolewa Sherlock, który wierzy w to, że kobiety są mało inteligentne i gorsze od mężczyzn pod każdym względem. A to tylko dodatkowa motywacja dla Enoli, która za wszelką cenę nie chce wracać do domu!

Wspaniale jest patrzeć na to, jak podlotek poznaje świat - i to w pojedynkę! Enola jest wyjątkowo samodzielna i bystra. Czytelnik może być pewien, że któregoś dnia wyrośnie z niej wspaniała sufrażystka walcząca o lepszy byt dla kobiet. Ta bohaterka przekonała mnie do siebie już w pierwszym tomie, a teraz tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest warta uwagi. 

Przepiękne okładki, duża czcionka i przyjemna fabuła - nie trzeba dodawać nic więcej. Serdecznie polecam serię o Enoli Holmes i mam nadzieję, że spędzicie przy niej miłe chwile. Nie zrażajcie się tym, że są to książki kierowane do młodszych czytelników. Starsi też mogą się przy nich świetnie bawić - ot, lekka lektura na rozluźnienie. Bez krwawych morderstw, ale za to z klimatem XIX - wiecznej Anglii. 


Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu: