wtorek, 26 maja 2026

"Solaris" Stanisław Lem | recenzja

 



    Kolejna propozycja z nowej serii "Kanon Lema" to "Solaris" - prawdopodobnie najbardziej znana książka tego pisarza, toteż nic dziwnego, że znalazła się w tym zestawieniu. Do "Solaris" mam szczególny stosunek, bowiem to właśnie ta lektura zmieniła moje spojrzenie na gatunek science fiction, którego wcześniej nie darzyłam sympatią. Jednak w ramach zajęć na studiach byłam zmuszona zapoznać się z tym utworem i od razu pożałowałam, że odkryłam go tak późno...

    Tytułowe "Solaris" to planeta, którą pokrywa ocean o niesamowitych właściwościach. Badania nad nim mają już swoją historię - poznajemy ją stopniowo w trakcie lektury. Głównym bohaterem powieści jest Kris Kelvin, psycholog. Jego zadaniem jest przede wszystkim zrozumienie wpływu, jaki ocean zdaje się wykazywać względem członków załogi, to znaczy ekipy badawczej. Okazuje się bowiem, że każdy z nich znajduje się w złej kondycji psychicznej, niektórzy ocierają się wręcz o obłęd. Zagadkowe zjawisko dotyka także Krisa, który na statku kosmicznym spotkał... swoją zmarłą partnerkę.

    Powieść ta zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Dotknęła wielu głębokich tematów, prowokując do refleksji niemal na każdym kroku. Lem z absolutną powagą potraktował zagadnienie życia w kosmosie, które przecież może przybrać rozmaite formy, niekoniecznie podobne do człowieka. Uważam tę koncepcję za niezwykle oryginalną, fascynującą, choć także przerażającą. Bo to co trzeba powiedzieć o "Solaris" to zdecydowanie fakt, że w czasie lektury towarzyszy nam poczucie wewnętrznego niepokoju. Znajdziecie tutaj także nieoczywiste love story, które na długo zapadnie Wam w pamięć. Uważam, że "Solaris" to jedna z tych lektur, które nie tylko wypada przeczytać, ale i raz na jakiś czas do niej wrócić. Gorąco Was do tego zachęcam!


Wpis powstał we współpracy z wydawnictwem:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz