piątek, 25 maja 2018

Tajemnicze książki wydawnictwa RM

Hej!

Dziś mam dla Was recenzję zbiorową dwóch książek od wydawnictwa RM. Postanowiłam napisać jeden post, ponieważ książki są ze sobą w pewien sposób powiązane... Zapraszam na recenzję!



Nikt mi nie powie, że książka z czaszką na okładce i z tytułem "Stulecie trucicieli" nie będzie fascynująca! "Stulecie trucicieli" to zbiór krótkich historii, z których wszystkie wydarzyły się naprawdę. Są to ciekawostki, przyczyny procesów sądowych, spory, które nigdy nie zostały rozwiązane. Wszystkie przedstawione zbrodnie miały miejsce w XIX wieku, czyli w najbardziej dynamicznym i najciekawszym okresie w historii. Osobiście uważam, że zatrucie kogoś podejrzanymi substancjami chemicznymi to jeden z najbardziej tajemniczych i wyjątkowych sposobów na zabójstwo (lub samobójstwo). Może zabrzmi to dziwnie, ale pomyślcie sami - porównując zabicie kogoś siekierą a kwasem siarkowym, arszenikiem czy cyjankiem potasu. Zbrodnie przedstawione w książce Lindy Stratmann są przemyślane, wykwintne i trudne do udowodnienia bez profesjonalnej pomocy specjalisty. Śmiejemy się, że postać Sherlocka Holmesa byłaby wtedy niezbędna, jednak w rzeczywistości w XIX wieku takimi "Sherlockami" byli lekarze, którzy wcale nie byli aż tak "ciemni" jak się niektórym wydaje. XIX wiek to stulecie rozwoju i rozkwitu wszystkich dziedzin nauki, łącznie z medycyną. Nie bez powodu to właśnie wtedy truto ludzi na potęgę! 




Kolejną książką, którą chcę Wam dziś przedstawić jest "Krótka historia opium". Jest to jedna pozycja z całej serii pt. "Krótka historia...". Z serii tej znajdziecie historie m.in. o religii, ekonomii czy medycynie. Od razu mówię, że warto do nich zajrzeć! "Krótka historia opium" przedstawia dzieje tego dziwnego narkotyku, który kiedyś wcale nie był taki niebezpieczny... Autor opisał sposób, w jaki pozyskuje się opium oraz do czego ta substancja była używana i czy ma to swoje potwierdzenie w nauce. Nie mam wątpliwości co do tego, że Thomas Dormandy musi być naprawdę zafascynowany historią opium. W przeciwnym razie nie stworzyłby tak obszernego dzieła - bo "Krótka historia opium" wcale nie jest taka krótka... :) Autor przedstawił dzieje opium zaczynając od najstarszych czasów, a kończąc na czasach nam współczesnych. Jest to niezaprzeczalnie bardzo ciekawa lektura, nie tylko dla osób zainteresowanych tym tematem. 


Zarówno "Stulecie trucicieli" jak i "Krótka historia opium" zostały napisane bardzo przystępnym, lekkim językiem. Uwierzcie mi, że nie są to lektury typowo naukowe, przez które nie moglibyście przebrnąć. Jeżeli choć trochę interesuje Was ta tematyka, na pewno będziecie zadowoleni. Ze swojej strony nie pozostaje mi nic innego jak tylko polecić Wam obie te książki i mieć nadzieję, że spodobają Wam się tak bardzo jak mnie. :)


Za egzemplarze do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:

poniedziałek, 21 maja 2018

TOP 5 książki mojego dzieciństwa

Cześć!

Dzisiaj zapraszam Was na wyjątkowe TOP 5 dotyczące książek, które zawładnęły moim dzieciństwem! :)


1. "Karolcia" Maria Krüger (1959)



Życie Karolci nabiera barw, kiedy dziewczynka przypadkiem znajduje tajemniczy niebieski koralik posiadający wspaniałą moc. Karolcia razem ze swoim przyjacielem Piotrem mogą spełnić każde swoje życzenie! Jednak sielanka kończy się, kiedy zła czarownica Filomena usiłuje odebrać im niebieski koralik... "Karolcię" czytałam chyba pięć razy i naprawdę nie mogłam przestać. Jest to jedna z najlepszych lektur mojego dzieciństwa. :) 



2. "Czarnoksiężnik z krainy Oz" L. Frank Baum (1900)


Trudno jest powiedzieć o tej książce cokolwiek, żeby nie zdradzać treści fabuły. Wspomnę więc tylko, że główną bohaterką jest mała Dorota, która na skutek tragicznych wydarzeń trafia do kraju Manczkinów. Tam poznaje wiele dziwnych stworzeń - dobrych i złych. Książka bawi, uczy, wzrusza i intryguje. Pozycja obowiązkowa dla każdego dziecka! :)



3. Seria o Mikołajku - René Goscinny (1959)


Klasyka w najlepszej odsłonie! Przygody małego Mikołajka weszły do kanonu literatury francuskiej już dawno temu. Niesłabnąca popularność tej serii świadczy o tym, że jest to historia, która naprawdę podoba się dzieciom - nie tylko we Francji. Są to krótkie przezabawne opowiastki, których narratorem jest sam Mikołajek. Zapewniam, że seria spodoba się nie tylko dzieciom, ale i rodzicom. :)



4. "Ucho od śledzia"  Hanna Ożogowska (1964)


Szczerze przyznaję, że nie pamiętam treści tej książki na tyle dobrze, żeby o niej opowiedzieć. Ale pamiętam, że bardzo mi się podobała! Ożogowska stworzyła wspaniały klimat, który na pewno wszystkim przypadnie do gustu. Akcja toczy się w latach 50. XX wieku w Warszawie. Książka o przyjaźni, drobnych problemach młodzieży oraz rodzinnym cieple. Polecam! :)



5. "Tajemniczy ogród" Frances Hodgson Burnett (1911)


Lektura szkolna zachęcająca do dyskusji i zmuszająca do refleksji. Klasyka literatury dziecięcej. Książka, którą wspominam z ogromnym wzruszeniem. Opowiada przede wszystkim o wspaniałej sile natury, która nie została przez człowieka dokładnie zbadana - i już nigdy nie będzie, bo kryje w sobie aż tak dużo skomplikowanych sekretów. Wspaniała książka!  


Inne książki, które bardzo lubię to m.in. "Nawiedzony dom" Joanny Chmielewskiej, "Oto jest Kasia" Miry Jaworczakowej, "Miłość ci wszystko wyPaczy" Katarzyny Majgier czy "Ten obcy" Ireny Jurgielewiczowej. 

A jakie są Wasze ulubione książki dzieciństwa? :)

środa, 16 maja 2018

"Córki niczyje" Wilkie Collins

Po tragicznej śmierci obojga rodziców wiodące dotąd idylliczne życie Magdalen i Nora Vanstone odkrywają nagle, że urodziły się jako nieślubne dzieci i na własnej skórze przekonują się, co oznacza piętno społeczne. Pozbawione jakiegokolwiek spadku, wyrzucone z domu, w którym spędziły dzieciństwo, i odarte nawet z prawa do własnego nazwiska, muszą nauczyć się radzić sobie same. Zrównoważona Nora postanawia zostać guwernantką, ale jej dynamiczna i niezależna siostra Magdalen ma inny pomysł: zdecydowana za wszelką cenę odzyskać majątek rodziców i swoje dobre imię, planuje zemstę. W osiągnięciu celu mają jej pomóc niebanalna uroda i talent aktorski oraz niejaki kapitan Wragge – daleki krewny jej matki i zawodowy oszust.


Opis brzmi niezwykle zachęcająco. Biorąc pod uwagę fakt, że Wilkie Collins przekonał mnie już wcześniej do swojej twórczości, "Córki niczyje" musiały znaleźć się w mojej domowej biblioteczce. Spróbuję Wam teraz udowodnić, dlaczego warto sięgnąć po tę powieść wiktoriańską. 

Najpierw trzeba koniecznie powiedzieć kilka słów o zwrotach akcji, których nie było np. w "Tajemnicy Mirtowego Pokoju", a tutaj pojawiają się niejednokrotnie. Były takie momenty, które czytałam z zapartym tchem, ponieważ zapewniły mi tak dużą dawkę emocji. I kto by się tego spodziewał po XIX-wiecznym klasyku? Nie twierdzę, że książki z tego wieku są wyprane z emocji, ale sami musicie przyznać, że nie wywołują napięcia u odbiorców. Natomiast "Córki niczyje" to prawdziwa bomba emocjonalna! Znajdziecie tutaj wątek polityczny, romans, intrygi, no i niesamowity angielski klimat.

Zaskoczyło mnie to, że przedstawiona historia tak szybko mnie wciągnęła. Wilkie Collins był niesamowitym twórcą, który wiedział jak pisać, żeby wzbudzić ciekawość czytelników. Wykreował mnóstwo świetnych postaci - barwnych i wyrazistych. Podkreślę tutaj jeszcze, że uwielbiam książki, które opowiadają o siostrach. Siostry w literaturze prawie zawsze oznaczają skomplikowane losy bohaterów, intrygującą historię i przynajmniej dwie porządnie wykreowane bohaterki. "Córki niczyje" oferują to wszystko, a nawet jeszcze więcej.




Wilkie Collins był niesamowitym człowiekiem głównie pod tym względem, że miał rzadko spotykaną zdolność do odkrywania wszystkich tajemnic ludzkiego umysłu. Swoje przemyślenia lekką ręką przelewał na papier, co dodatkowo uczyniło go wybitnym pisarzem. "Córki niczyje" są dowodem na jego bystrość, inteligencję i talent. Tym razem mamy do czynienia z odrzuceniem przez społeczeństwo. Nora i Magdalen będą musiały zmierzyć się z wieloma nieprzyjemnymi, a nawet tragicznymi sytuacjami, które okrutny los na nie zrzucił. A jak sobie z tym poradzą? Musicie się przekonać sami. 

Jest to książka idealna dla każdego. Wydaje mi się, że każdy czytelnik doceni literacki kunszt Collinsa, który niejednego odbiorcę wprowadzi w zachwyt. Wspaniałe, bogate słownictwo jest dodatkowym atutem, którym czytelnik może się cieszyć w nieskończoność. Warto poznać twórczość Wilkiego Collinsa i warto mieć jego książki w domowej biblioteczce. Serdecznie polecam!



Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:

niedziela, 13 maja 2018

"Vivian" Christina Hesselholdt


Historia niezwykłej fotografki Vivian Meier, która pozostawiła po sobie dorobek 150 000 fotografii.

Tajemnicza, ekscentryczna, niezwykle utalentowana – tak w skrócie można opisać Vivian Maier, jedną z najciekawszych postaci fotografii XX wieku. Jej prace odkryto przez przypadek w 2007 roku, szybko obiegły Internet i od razu stały się sensacją w świecie sztuki. Na co dzień skryta i tajemnicza opiekunka do dzieci, o jej hobby nie wiedzieli nawet najbliżsi… Kim tak naprawdę była Vivian Maier? Dlaczego przez całe życie tworzyła anonimowo? Czy była świadoma swojego niezwykłego talentu?

Odpowiedzi na te pytania stara się udzielić Christina Hesselholdt w beletryzowanej biografii niezwykłej artystki.



Nigdy wcześniej nie słyszałam o Vivian Maier i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ o tej artystce zaczęto mówić, jak wskazuje opis książki, dopiero w 2007 roku. Choć jest autorką 150 000 dobrych fotografii, mało kto wie o jej istnieniu. Dlaczego tak się stało? Duńska autorka, Christina Hasselholdt, w swojej książce przybliża nam pokrótce życiorys Vivian Maier i próbuje zaintrygować nas tą postacią. A w czym przejawia się jej fenomen? 

Vivian Maier żyła w czasach, w których sława była na wagę złota. Każdy dążył do zdobycia jak największej popularności, zwłaszcza w Ameryce. Tymczasem zwykła kobieta o niezwykłym talencie żyje skromnie i nie dba o rozgłos. Fotografia była prawdziwą pasją Vivian, choć zarabiała na życie jako niania. Będąc po lekturze tej książki oraz po przeczytaniu kilku artykułów na temat Vivian odnoszę wrażenie, że ta kobieta była niesamowicie skromna i pokorna względem swojego losu. Sama przyznawała, że niektóre swoje zdjęcia widziała tylko raz - wtedy, kiedy je robiła. Nie było jej stać na wywoływanie wszystkich, a i to nie było dla niej najistotniejsze. Liczyły się momenty, ulotne chwile, które celebruje się na bieżąco.

Książka Christiny Hesselholdt nie wszystkim przypadnie do gustu. Sama przyznaję, że niejednokrotnie musiałam czytać jeden fragment kilka razy, żeby na pewno dobrze zrozumieć to, co autorka chciała przekazać. "Vivian" z pewnością nie jest łatwą lekturą, zarówno w treści, jak i w formie. Cała konstrukcja tej książki opiera się na relacjach Vivian, jej rodziny, pracodawców oraz różnego rodzaju wtrąceń narratora. Można powiedzieć, że "Vivian" to strzępki rozmów, wywiadów, przemyśleń, retrospekcji, które zostały nie do końca umiejętnie sklejone w jedno. Symbolizuje to fotografie Vivian Maier, czyli ulotne momenty. Jest to bardzo ciekawy pomysł, ale niełatwy w odbiorze. 

Podsumowując, polecam Wam "Vivian", jednak z zaznaczeniem tego, że musicie być przygotowani na dość wymagającą lekturę. Sama postać Vivian jest bardzo intrygująca i na pewno zainteresuje miłośników fotografii. 

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć autorstwa Vivian Maier: 







Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


czwartek, 10 maja 2018

Warszawskie legendy w pięknym wydaniu


Warszawa ma wspaniałą historię, ale ma też swoje legendy, pełne tajemniczości, czasem grozy, ale i humoru... Któż nie słyszał opowieści o Warsie i Sawie, od których pochodzi nazwa naszej stolicy –Warszawa? Któż nie wie, dlaczego w herbie nadwiślańskiego grodu widnieje syrena? Zapewne nieraz też słyszeliście o sypiącej bogactwami złotej kaczce z lochów zamku na Tamce i groźnym smoku Bazyliszku?

Znacie? To posłuchajcie... starych warszawskich legend na nowo opowiedzianych współczesną polszczyzną i pięknie zilustrowanych.


"Wars i Sawa", "Warszawska Syrenka", "Złota Kaczka" i "Bazyliszek" - to właśnie te konkretne legendy zostały przedstawione w przepięknej książeczce, nie tylko dla dzieci. :)

Legendy są wspaniałą formą przyswajania sobie wiedzy z historii. Dzięki nim łatwiej nam utożsamić się z danym regionem, wczuć się w jego klimat oraz zapamiętać to, z czym mamy największy problem. "Legendy warszawskie" powinny być obowiązkową lekturą dla każdego dziecka, ponieważ umożliwiają zrozumienie pewnych historycznych czy kulturowych kwestii. 

"Legendy warszawskie" mogą być czytanką na dobranoc, książką do nauki czytania czy przykładem, jak zachęcić dzieci do nauki historii. Treść tych opowiastek została przedstawiona w bardzo przystępny, zrozumiały sposób, więc nikt nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem ich sensu. Książka Marty Dobrowolskiej-Kierył zawiera przepiękne ilustracje wykonane przez Annę Batte. Wydanie jest naprawdę bardzo efektowne, robi wrażenie nawet na dorosłym czytelniku. Ja jestem z niego bardzo zadowolona! :)

Cieszę się, że miałam okazję wrócić do lat mojego dzieciństwa i przypomnieć sobie pierwszą wycieczkę do Warszawy, podczas której poznałam legendę o Warsie i Sawie. Takich opowiastek jest więcej i warto znać każdą z nich. Dlatego serdecznie Was zachęcam do sięgnięcia po "Legendy warszawskie" wydawnictwa RM. Książka została wydana w twardej oprawie, w dużym formacie, z wygodną do czytania czcionką oraz wspaniałymi ilustracjami. Nic, tylko czytać! :)

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:


poniedziałek, 7 maja 2018

Klasyka literatury dziecięcej w pięknych wydaniach!

Cześć!

Dziś będzie baaardzo długi post z rodzaju recenzji zbiorowych. Uznałam, że nie ma sensu pisać osobno o każdej z tych pozycji, ponieważ są to na tyle głośne i ponadczasowe dzieła, że z pewnością każdy je zna. Moim zadaniem dzisiaj będzie przedstawić Wam nowe wydania tych dzieł oraz odświeżyć podstawowe wiadomości o nich. Serdecznie zapraszam! 



Tytułowy doktor Dolittle początkowo zajmuje się leczeniem ludzi, jednak z czasem staje się weterynarzem. A to wszystko przez jedną gadatliwą papużkę! Seria o doktorze Dolittle liczy sobie łącznie dwanaście powieści i opowiadań, co świadczy nie tylko o niezwykłej literackiej płodności autora, ale również o wyjątkowo ciepłym przyjęciu tych książek przez czytelników. 


Twórczość Hugha Loftinga stanowi dla dzieci nie lada gratkę, bowiem wszystkie zwierzęta przedstawione w książce mówią! Które dziecko nie chciałoby porozmawiać ze swoim pupilem? Oczywiście, dla dorosłych mówienie zwierząt w książce Loftinga stanowi pewnego rodzaju metaforę dotyczącą tego, że między ludźmi a zwierzętami nie ma aż tak wielkich różnic. Każdy człowiek i każde zwierzę potrzebuje odpowiedniej opieki, pomocy i uczucia. Książka Loftinga uczy nas szacunku do każdej żywej istoty i to właśnie ten przekaz jest najlepszym dowodem na ponadczasowość doktora Dolittle. 



"Piotruś Pan i Wendy" nie jest aż tak wiekową powieścią, jak się niektórym wydaje. Początkowo miała być to sztuka teatralna, jednak kilka lat później autor zdecydował się na stworzenie prawdziwej powieści. Ostatecznie książka została wydana w 1911 roku, a więc ponad sto lat temu! Czemu zawdzięcza swoją popularność? 

Przede wszystkim "Piotruś Pan i Wendy" to książka obfitująca w elementy fantastyki, co jest bardzo atrakcyjne dla wszystkich dzieci. Jednak należy wspomnieć, że książka Barriego ma również swoich dorosłych fanów. Dzieje się tak dlatego, że autor poruszył w swoim dziele tematykę dzieciństwa i dorosłości. Tytułowy Piotruś nie chce być dorosły. Ten fakt dosłownie wybiegł poza granice książki i wpisał się już na zawsze do kulturowego dziedzictwa. Wielu psychologów zajmuje się analizą zachowania Piotrusia, gdyż jest to postać naprawdę intrygująca i zdecydowanie warta uwagi. Jeżeli jeszcze nie znacie tej historii, musicie koniecznie nadrobić zaległości! 



"Mały Książę" to już absolutna klasyka, którą koniecznie trzeba znać! Co prawda, książka znajduje się w kanonie lektur szkolnych, jednak prawie żaden uczeń nie jest w stanie całkowicie jej zrozumieć. Nie ma w tym nic dziwnego, bowiem "Mały Książę" ma to do siebie, że za każdym razem odkrywa się go na nowo. Zdecydowanie nie jest to zwykła bajka. 

Myślę, że fenomen "Małego Księcia" polega na tym, że utwór ten porusza wiele bardzo ważnych tematów, między innymi: miłość, przyjaźń, dzieciństwo czy empatia. Są to oklepane motywy, które można znaleźć w większości książek. Jednak w tym przypadku należy zaznaczyć, że Antoine de Saint-Exupery podszedł do tematu całkowicie na świeżo, rzucił inne światło na zagadnienie dorastania do uczuć. 

"Mały Książę" to lektura obowiązkowa dla wszystkich, ale przede wszystkim dla dorosłych! Brzmi absurdalnie? Być może. Jednak nie można zaprzeczyć temu, że autor w swoim utworze przede wszystkim przypomina dorosłym, że oni też kiedyś byli dziećmi. Namawia ich, aby spróbowali lepiej je zrozumieć i dawać tyle pozytywnych uczuć, ile tylko mogą. Piękny przekaz!




Niejeden dorosły na wspomnienie "Przygód Tomka Sawyera" uśmiecha się pod nosem. Jest to bowiem powieść przygodowa, która podoba się zarówno dziewczynkom, jak i chłopcom. A może nawet tym drugim podoba się bardziej? Tytułowy Tomek to psotny chłopiec, który nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu. Każdy dzień stanowi dla niego kolejną szansę na przeżywanie wspaniałych przygód, a chłopiec wykorzystuje ją za każdym razem. 



"Przygody Tomka Sawyera" to lektura obowiązkowa dla wszystkich dzieci, szczególnie teraz - w XXI wieku. Bardzo ubolewam nad smutnym faktem, że większość dzieci nie potrafi się bawić. Wpatrzeni w telefony żyją w wirtualnym świecie, który zazwyczaj wpływa na nich negatywnie. Tymczasem mają możliwość poznania Tomka Sawyera, który udowadnia, że bez nowoczesnych technologii świat jest piękniejszy! Świetna przygodówka, do której pozostaje ogromny sentyment. :)




"Ania z Zielonego Wzgórza" to powieść, która porusza bardzo trudne i bolesne tematy. Jest odpowiednia zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Jednak ja uważam, że dorosły wyniesie z tej powieści zdecydowanie więcej niż dziecko, które żyjąc w dobrobycie nie potrafi do końca wczuć się w sytuację literackiej bohaterki. Tytułowa Ania Shirley wychowała się w sierocińcu. Trafia przez pomyłkę do domu Cuthbertów i zostaje tam, choć pierwotnie miała zostać odesłana z powrotem. Los był dla Ani okrutny, jednak nasza rudowłosa bohaterka nigdy się nie poddaje. Udowadnia wszystkim, że radość życia jest zawsze pomocna i mile widziana.

Znam bardzo mało osób, którym historia Ani się nie podobała. Zazwyczaj słyszymy opinie, że jest to powieść przełomowa w czytelniczym życiu dziecka, ponieważ wzbudza tak silne emocje, jak żadna inna książka do tej pory. Mogę się z tym zgodzić. Mam nadzieję, że każdy człowiek przeczyta tę książkę i wyniesie z niej to, co najlepsze.





Wydawnictwo Wilga, dzięki któremu miałam okazję zapoznać się ze wznowionymi wydaniami klasyki dziecięcej, sprawiło mi mnóstwo radości! Każda książka z tej serii wygląda naprawdę wyjątkowo. Przepiękna kolorystyka, twarda oprawa, duża czcionka i ilustracje - to wszystko sprawia, że rozpływam się nad tą serią jak czekolada. Zatracam się we własnych wspomnieniach z dzieciństwa, czuję się wzruszona i szczęśliwa, że kolejny raz wróciłam do tych książek. Warto w tym miejscu wspomnieć, że rzadko się zdarza spotkać tak pięknie wydane dzieła w tak niskich cenach. Nigdy nie wspominam na blogu o kwestiach finansowych, jednak jestem zdziwiona, że cena tych utworów nie jest wygórowana. Jak widać, wszystko zachęca do nabycia tych książek! :)





Za całą paczkę wspaniałych przygód serdecznie dziękuję wydawnictwu:



sobota, 5 maja 2018

"Laleczki" Anna Snoekstra


Gdy spłonął budynek sądu i zginął lubiany powszechnie nastolatek, całe miasteczko pogrążyło się w żałobie. Panika wybucha, kiedy kilka rodzin znajduje na progu porcelanowe lalki łudząco podobne do swoich dzieci. Część mieszkańców uważa, że w ten sposób pedofil oznacza przyszłe ofiary, mnożą się spekulacje i wzajemne oskarżenia. Już nikt nikomu nie ufa, każdy ochoczo zdradza cudze sekrety, nawet te najbrudniejsze. Miejscowa policja jest bezradna, jednak ta sprawa to woda na młyn pewnej ambitnej dziewczyny, która marzy o karierze dziennikarskiej. Rose zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę. Zadaje zbyt wiele pytań i niektórzy uważają, że zasłużyła na karę.



Przez tę przerażającą okładkę boję się przebywać we własnym pokoju! 

Anna Snoekstra oczarowała mnie swoim literackim debiutem pt. "Córeczka". "Córeczkę" polecałam wszystkim swoim znajomym, trąbiłam o niej wszem i wobec i do tej pory twierdzę, że jest to jeden z lepszych thrillerów psychologicznych, jakie udało mi się przeczytać. Toteż bezdyskusyjnie musiałam zdobyć "Laleczki", które zaintrygowały mnie już samym tytułem i okładką. Czy nowa książka Snoekstry sprostała moim wygórowanym oczekiwaniom? 

Nie ukrywam, że swoją recenzję zbuduję na zasadzie porównywania "Laleczek" do "Córeczki". W tej sytuacji jest to nie do uniknięcia, ponieważ ciągle jestem pod urokiem tej drugiej pozycji. "Laleczki" to książka o bardzo oryginalnej fabule, choć odnoszę wrażenie, że tkwiący w tej historii potencjał nie został do końca wykorzystany. Mogło być bardziej zaskakująco i dynamiczniej. Natomiast autorka wolała poprowadzić akcję w zwyczajnym tempie, aby czytelnik myślał, że nadąża. No właśnie... To tylko pozory. W rzeczywistości nikt nie przewidzi tego, co czeka nas na końcu.

"Laleczki" mają zdecydowanie bardziej rozwinięte tło społeczne. Tutaj wszystko opiera się na relacjach między bohaterami, a te nie są oczywiste. Zdziwiło mnie to, że każda postać w "Laleczkach" mocno zapada w pamięć, ponieważ wyróżnia się czymś charakterystycznym. Jednak najciekawszą postacią, moim zdaniem, jest tutaj główna bohaterka. Rose ma trudną sytuację życiową, marzy jej się kariera dziennikarki i robi wszystko, aby przedstawić siebie w jak najlepszym świetle. Czy jest postacią pozytywną czy negatywną - trudno stwierdzić. Tak naprawdę nie odczuwałam w stosunku do niej negatywnych emocji, choć jej środowisko głośno i otwarcie odrzucało ją od siebie. Jeżeli chodzi o tę postać, można dyskutować. 

Będę szczera do bólu i otwarcie przyznam, że "Laleczki" nie zauroczyły mnie w takim stopniu jak "Córeczka". Historia Rose okazała się wciągająca i naprawdę ciekawa, ale ta obyczajowa płaszczyzna za bardzo wysunęła się na pierwszy plan. Oczekiwałam czegoś innego po tego typu książce. Choć "Laleczki" nie zaserwowały mi mrożącej krew w żyłach opowieści, polecam tę książkę osobom, które lubią subtelne kryminały z mocnymi akcentami społecznymi.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu: