sobota, 21 maja 2022

Nowe dyktanda

 


    "Dyktando" - to słowo często wzbudza negatywne skojarzenia, choć w gruncie rzeczy powinno być czystą przyjemnością. Wystarczy poprawnie pisać - tylko tyle i aż tyle. Co zrobić, żeby pisać poprawnie? Jak ćwiczyć ortografię i interpunkcję? Oczywiście, typową odpowiedzią będzie: "Jak to co? Wystarczy dużo czytać!". Jednak co z tymi, którzy męczą się przy opasłych tomiszczach? Z pomocą przybywa Wydawnictwo Greg. 

    "Nowe dyktanda" dla klas 4-6 i 7-8 to propozycja dla wszystkich: uczniów, nauczycieli i rodziców. W obu książkach znajdziecie, oczywiście, mnóstwo ciekawych tekstów podzielonych na klasy, poziomy trudności i zagadnienia ortograficzne, co znacznie ułatwia korzystanie z tych zbiorów. Ponadto na początku każdego zbioru dyktand są najważniejsze zasady ortografii i interpunkcji przedstawione w pigułce. Jeśli popełnicie jakikolwiek błąd, możecie od razu zajrzeć do teorii, żeby zapamiętać zasadę. :)

    Teksty są atrakcyjne dla uczniów. Moim zdaniem równie dobrze mogą służyć rodzicom jako czytanki dla dzieci. Są również nieocenioną pomocą w pracy nauczyciela, który już nie musi samodzielnie układać tekstów. Zabawa zawsze stanowi świetnie dobraną parę z nauką, czego chyba nie trzeba już udowadniać. :)

    Jeżeli szukacie czegoś, co pomoże Wam rozwijać umiejętność stosowania zasad ortografii i interpunkcji w praktyce, te dwa zbiory dyktand będą strzałem w dziesiątkę. Polecam! :)


Za egzemplarze do recenzji dziękuję wydawnictwu:



  

sobota, 14 maja 2022

Egzamin ósmoklasisty - repetytorium GREG

 

W tle karty pracy z liryki wykonane przez moją przyjaciółkę :)

    24 maja 2022 r. to ważny dzień w życiu każdego ósmoklasisty. To właśnie tego dnia uczniowie ósmych klas będą się zmagać z językiem polskim. Co robić w ostatnich dniach przed egzaminem? Jak się przygotować, żeby ze spokojną głową zasiąść do arkusza? Jak uporządkować treści ośmiu lat nauki? Odpowiedzi na te i inne pytania przynosi repetytorium dla ósmoklasistów od Wydawnictwa Greg!

    Repetytorium to, moim zdaniem, niezbędna rzecz w plecaku każdego ucznia. Bez względu na to, czy jesteś w czwartej czy w ósmej klasie, repetytorium zawsze się przyda! Można z niego korzystać na bieżąco, jako uzupełnienie lekcji w szkole i powtórzenie do sprawdzianu oraz zaglądać raz po raz przed egzaminem ósmoklasisty. Zapewniam, że każde choćby pobieżne przejrzenie treści czy przekartkowanie poszczególnych rozdziałów, na pewno okaże się pomocne! Nigdy nie wiecie, na jakie treści traficie na egzaminie. Tutaj wszystko jest w pigułce, a oprócz suchej teorii, znajdziecie też praktyczne ćwiczenia.


    Repetytorium zostało podzielone na osiem działów: informacje (o egzaminie), analiza i interpretacja, liryka, epika (w tym gatunki mieszane), dramat, formy wypowiedzi i kształcenie językowe. Po każdym dziale czeka Cię krótki test, który zweryfikuje poziom Twojej wiedzy. Ponadto, znaleźć tu można tzw. "Pewniaki na teście!", czyli tego rodzaju pytania, które często pojawiają się na egzaminie ósmoklasisty. Praktyka czyni mistrza, dlatego warto poświęcić te kilkanaście minut dziennie, żeby spróbować odpowiedzieć przynajmniej na kilka pytań.

    Treści zostały logicznie uporządkowane, oznaczone kolorami w taki sposób, żeby ułatwić szukanie tych zagadnień, które konkretnie nas interesują. Całość wygląda bardzo atrakcyjnie i cieszy oko. Milej jest się uczyć. :)


       Oprócz gotowych rozwiązań w postaci streszczeń lektur czy opracowanych tabelek z teorią, są tu również poradniki, które krok po kroku prowadzą ucznia i pomagają mu odświeżyć wiedzę ze szkoły. Pytania pomocnicze, wskazówki i dobre rady to świetne rozwiązanie, ponieważ zmusza ucznia do samodzielnej pracy i przemyślenia kluczowych kwestii.

    Powtórzę jeszcze raz: niezależnie od tego, do której klasy uczęszcza uczeń, takie repetytorium będzie dla niego dużą pomocą. Nie trzeba wydawać dodatkowych pieniędzy na korepetytora, jeśli w domu są dobre materiały dydaktyczne. Serdecznie polecam!








Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu:




sobota, 30 kwietnia 2022

"Miasteczko Middlemarch" George Eliot

 


    Aż ciśnie się na usta, żeby powiedzieć: "Dzięki Bogu!", w końcu któreś wydawnictwo zdecydowało się wznowić "Miasteczko Middlemarch"! Co prawda, nie czytałam wcześniej tej książki, ponieważ jest praktycznie nie do zdobycia. Zależało mi na wydaniu Prószyńskiego, ale za te pojedyncze egzemplarze, jakie możemy znaleźć na Allegro musielibyśmy zapłacić jak za zboże. Dzięki, MG! :)

    "Miasteczko Middlemarch" to bardzo obszerna powieść, wydana w dwóch tomach po około 500 stron każdy. W przypadku takich utworów trudno jest określić, o czym one są. Zanim ktoś sobie pomyśli, że jestem nienormalna, bo nie wiem, o czym czytam, spieszę z wyjaśnieniem: nawet omawiając "Lalkę" Bolesława Prusa, która jednak liczy sobie mniej stron niż "Miasteczko Middlemarch", niekoniecznie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić główny temat powieści. "Lalka" dla każdego jest o czymś innym. Z "Miasteczkiem Middlemarch" jest podobnie.

    Akcja powieści toczy się w latach 20. XIX wieku w Anglii. Posługując się malowniczymi opisami miasteczka Middlemarch i jego mieszkańców, George Eliot obrazuje czytelnikom całą panoramę ówczesnego świata. Porusza wiele problemów, dylematów moralnych i ustami bohaterów snuje filozoficzne rozważania o życiu i śmierci. Proza dnia codziennego przeplata się ze zmysłowymi uniesieniami i zagadkowymi, nieraz tragicznymi losami człowieka. To, co najbardziej lubię w wielkich klasycznych powieściach to mnogość ścieżek interpretacyjnych, ludzkich namiętności, próby dookreślenia, czym jest dobro, a czym jest zło. Czytając takie rzeczy, człowiek uświadamia sobie, że ludzkość zmienia się tylko pozornie. W rzeczywistości nadal rządzą nami takie same mechanizmy, jak ludźmi żyjącymi dwieście lat temu - nawet jeśli mowa o tych, którzy nie są naszymi rodakami. Myślę, że trud włożony w czytanie "Miasteczka Middlemarch" (nie jest to bowiem łatwe zadanie), zostanie każdemu wynagrodzony, ponieważ każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. 

    Jeżeli lubicie powieści wiktoriańskie, z charakterystycznym klimatem, napisane kunsztownie i ze smakiem, "Miasteczko Middlemarch" jest dla Was! Mimo kilku dłuższych, nieco nużących fragmentów, uważam, że warto sięgnąć po ten klasyk i rozpływać się nad jego artyzmem. Serdecznie polecam!


    Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu:



poniedziałek, 18 kwietnia 2022

"Dziennik 1954" Leopold Tyrmand

 


    Będę szczera - czytanie dzienników zawsze przychodziło mi z trudem. Być może dlatego, że kiedyś nie umiałam ich czytać. Dopiero na studiach uświadomiłam sobie, że nie wszystko muszę analizować od deski do deski, a już zwłaszcza w dziennikach, których raczej nie czyta się ciągiem, za jednym podejściem. Dziennik nie jest powieścią i trzeba mieć tego świadomość. Ostatnio sięgam po książki z półki "dokumentu osobistego", bo zaczęła mnie fascynować relacja autora ze swoim własnym dziennikiem. Tyrmand opisał tę relację tymi słowami:

    Gdy wychodziłem z domu, przyszło mi ni stąd, ni zowąd na myśl, że to, co piszę w dzienniku, może mieć wartość nieprzemijającą. Może nawet doniosłą. Już kiedyś o tym myślałem, lecz zdało mi się robieniem z siebie samego balona. Dziennik to psychiczne odprężenie na prywatny użytek i to musi wystarczyć. Dziś wydało mi się, że to, jeśli przetrwa i dotrze do drukarskiej prasy – zostawi po mnie ślad. W związku z czym wynikł nowy problem: kto jest tego adresatem? Po prostu Polacy i ludzie? Zbyt ryzykowne. Wolałbym za mych czytelników tych, którzy przetrwają komunizm. Ale tych także, co jeszcze nie zapomnieli jego trupiego ciężaru na grzbiecie i dławiącego uchwytu na szyi. To idealna publiczność, bezbłędny odbiorca. Taki tylko nasłodzi się naprawdę tym, co ja sam uważam w tym dzienniku za wartość – a mianowicie nieustępliwością.

    Nie da się ukryć, że dziennik Tyrmanda jest popularnym tekstem - wznawiany przez Wydawnictwo MG, figurujący w spisie lektur dla studentów filologii polskiej... Dlaczego zatem warto po niego sięgnąć? W szkole stosunkowo niewiele czasu poświęcamy literaturze powojennej. Wiadomo, ogranicza nas przeładowany program i brak czasu. Jednak moim zdaniem realia powojennej Polski to ciekawa sprawa, a dzięki dziennikowi Tyrmanda mamy okazję poznać rodzimy kraj 1954 roku z perspektywy człowieka, który wówczas żył. Oczywiście, dziennik pokazuje tylko jedną stronę medalu, o czym świadczy fakt, że Tyrmand ciepło wypowiada się o Leninie. Jednak nie powinno to nikogo zniechęcać do lektury! Autor mówi o pisarzach, których nazwiska dziś są powszechnie znane, a którzy w 1954 roku dopiero debiutowali. Dla osób, które lubią literackie smaczki i mało znane ciekawostki, dziennik Tyrmanda to prawdziwa perełka.

    Warto również zwrócić uwagę na to, że Tyrmand był pisarzem. Ten fakt ma ogromne znaczenie, ponieważ sam dziennik nie jest pozbawiony walorów estetycznych. Aż chciałoby się, żeby współcześnie pisane pamiętniki były prowadzone z taką dbałością o styl, bogate słownictwo, bardzo głębokie i osobiste przemyślenia... Dziennik Tyrmanda przedstawia ważny moment w historii Polski i polskiej literatury oraz przełom w życiu Tyrmanda (osobisty, indywidualny). Jeśli do tej pory nie sięgaliście po dzienniki, zdecydowanie powinniście to zmienić. A nie ma ku temu lepszej okazji niż wznowione wydanie w twardej oprawie od Wydawnictwa MG. Serdecznie polecam! 


    Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu:



niedziela, 23 stycznia 2022

"Crimen" Józefa Hena

 


    Kryminalna zagadka, próba wyjaśnienia tajemniczej śmierci ojca, poszukiwanie zabójcy (lub zabójców), śledztwo, niepewność i niebezpieczeństwo. Brzmi jak dobry kryminał? Oczywiście! Jednak tym razem mowa o niezwykłym kryminale... Sprawa dotyczy wydarzeń, które miały miejsce w XVII wieku!

    Tomasz Błudnicki wraca do swojego rodzinnego domu po ośmiu latach nieobecności spowodowanej sytuacją polityczną. Okres wojny i niewoli w końcu był już za nim. Jednak powrót do rodzinnego gniazdka nie jest oczekiwaną sielanką. Na miejscu okazuje się bowiem, że ojciec Tomasza nie żyje. Syn postanawia dowiedzieć się, co się stało. Jednak życie nie chce ułatwić mu zadania. Główny bohater walczy z demonami przeszłości, próbuje się odnaleźć w nowej sytuacji i... zakochuje się w pięknej szlachciance. Jak potoczą się losy Tomasza? Czy odnajdzie drogę do prawdy i szczęścia?

    Józef Hen jest bardzo płodnym i poczytnym pisarzem. Żałuję, że dopiero teraz sięgnęłam po jego twórczość, ponieważ zakochałam się w "Crimen"! Promocyjne banery nie kłamały, reklamując tę powieść jako doskonały wehikuł czasu, z miejsca przenoszący nas do klimatycznego XVII wieku - barwnego świata powieści łotrzykowskich. Ten nieco mroczny klimat w połączeniu ze stylizowanym na staropolszczyznę językiem i zjawiskową panoramą społeczeństwa daje naprawdę wybuchową mieszankę. "Crimen" to istny dowód na to, że powieści historyczne są wciąż żywotnym gatunkiem literackim, który oferuje nam o wiele więcej niż tylko twórczość Sienkiewicza (choć tę również zaliczam do książkowych cudowności <3). 

    Fabuła książki rozwija się powoli, wymaga od nas nieco cierpliwości, jednak warto czekać na to, co nastąpi później. Oprócz wspólnych chwil spędzonych ze wspaniałymi barwnymi postaciami, "Crimen" oferuje czytelnikom o wiele więcej przygód i całkiem sporą dawkę wiedzy. Tak to już jest, że powieść historyczna wtłacza nam do głów wiedzę, którą przyswajamy mimowolnie. Uczymy się, przeżywając jednocześnie miłosne podboje bohaterów, ich radości, smutki, zdrady, zazdrości... 

    "Crimen" to doskonała propozycja dla wszystkich czytelników, którzy poszukują powieści nieoczywistej, z wątkiem kryminalnym i romansowym, ale również osadzonej w bardzo ciekawych, choć tragicznych czasach... Wiem na pewno, że moja przygoda z twórczością Józefa Hena dopiero się rozpoczęła... 


    Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu:



sobota, 27 listopada 2021

Pierwsze kroki w świecie mitologii słowiańskiej - "Tajemnica domu w Bielinach" Katarzyny Bereniki Miszczuk

 


    Katarzyny Bereniki Miszczuk nikomu nie trzeba przedstawiać! Wszyscy doskonale wiemy, że mamy do czynienia z autorką, która już nie jeden raz zauroczyła nas swoją twórczością. Co prawda, ja jestem #teamjadiablica niż #teamszeptucha, co nie zmienia faktu, że wątki mitologii słowiańskiej w literaturze niezmiennie mnie fascynują. Tym razem sięgnęłam po książkę adresowaną do dzieci. O czym opowiada "Tajemnica domu w Bielinach"?


    Najnowsza książka Katarzyny Bereniki Miszczuk to dziecięcy dreszczowiec. Rodzeństwo - Bogusia, Leszek, Tosia i malutka Dąbrówka - przeprowadzają się razem ze swoją mamą do Bielin. Do tej pory mieszkali w tłumnej Warszawie, dlatego do nowego miejsca jadą pełni obaw. Faktem jest, że obiecywano im wyremontowany, piękny dom, tymczasem rzeczywistość okazuje się zupełnie inna! Trafiają do starego domu cierpiącej na Alzheimera ciotki Mirki. Wszechobecny kurz i brud praktycznie uniemożliwia normalne życie, a wszelkie próby sprzątania są jak walka z wiatrakami. Wraz z upływem czasu okazuje się, że Bieliny kryją w sobie o wiele więcej niewyjaśnionych zjawisk i tajemnic... 


    "Tajemnica domu w Bielinach" to wspaniała przygoda dla każdego! Ja nie mogłam się oderwać, mimo moich dwudziestu kilku lat na karku. Kiedy byłam mała uwielbiałam wszelkie literackie sekrety, podejrzane widziadła, tajemnicze miejsca, niewyjaśnione sprawy z przeszłości... To zdecydowanie moje klimaty! Warto jednak zaznaczyć, że oprócz rozrywkowej warstwy, książka oferuje dzieciom dużo więcej. Za sprawą jednego z bohaterów, mojego ulubieńca, Leszka, dzieci mogą dowiedzieć się wielu ciekawostek na przeróżne tematy, np. co to jest Alzheimer czy jak wyglądają fale dźwiękowe. Ponadto rodzina Lipowskich ma swoje kłopoty, natury przyziemnej. Rodzice głównych bohaterów są po rozwodzie, w związku z tym życie całej rodziny przewróciło się do góry nogami. Autorka subtelnie porusza trudne dla dziecka tematy i podsuwa rozwiązania pewnych problemów. Biorąc pod uwagę ten dydaktyczny aspekt książki, myślę, że może ona działać jak remedium dla dzieci, borykający się z podobnymi dylematami jak jedna z głównych bohaterek "Tajemnicy domu w Bielinach". 


    Książkę zdecydowanie polecam! A komu? Wszystkim! Tym małym i tym nieco większym. :) 


    Za możliwość zrecenzowania powyższej książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:



piątek, 12 listopada 2021

Historia u(śmiechu) oczami prof. Bralczyka i Michała Ogórka

     Odkąd tylko pamiętam, zawsze uwielbiałam słuchać ludzi wypowiadających się błyskotliwie, na temat i z humorem. Teraz, na studiach, ogromną przyjemność sprawia mi słuchanie wykładowców - nie tylko na salach wykładowych, ale również w rozmowach prywatnych. Doktorzy i profesorowie literaturoznawstwa i językoznawstwa, związani z różnego rodzaju działalnościami kulturowymi, mają niesamowitą lekkość w formułowaniu myśli, zachowując przy tym poczucie humoru. Będąc osobą zwracającą uwagę na kulturę języka, nie mogłabym nie sięgnąć po najnowszą książkę Pana prof. Bralczyka.



    A bodaj ci nóżka spuchła, czyli co nas śmieszyło i śmieszy to ciekawa książka nie tylko ze względu na treść. Tym, co przyciągnęło moją uwagę w pierwszej kolejności jest jej układ, kompozycja. Treścią książki jest wywiad prof. Bralczyka - jednego z najwybitniejszych polskich językoznawców z Michałem Ogórkiem, dziennikarzem i felietonistą. Obaj panowie mogą poszczycić się bogatym słownictwem, ciętym językiem i niezwykle eleganckim poczuciem humoru. Obaj posiadają również godną podziwu wiedzę z zakresu literatury i kultury. W swoim wywiadzie bardzo często odnoszą się do tekstów, których czytelnicy, szczególnie ci młodsi, mogą nie znać. I w tym miejscu należy pochwalić pomysł, jakim było umieszczenie tekstów, o których rozmawiają autorzy, w środku książki. Czytelnik nie musi podejmować wysiłku "guglowania" wszystkich tytułów, jakie padają w rozmowie. Potrzebne odniesienia ma od razu pod ręką.


    Książka prof. Bralczyka i Ogórka to cudowna propozycja dla wszystkich - nie tylko tych zainteresowanych językiem. Autorzy książki na każdym kroku udowadniają, że humor jest wszechobecny i nie zawsze oczywisty. Prezentują różne rodzaje humoru, setki sytuacji, anegdot i osób, które dołożyły swoją cegiełkę do szerokiego już dyskursu o śmiechu. Wywiad sam w sobie jest zabawny, czyta się go szybko i z radością, poznając przy okazji teksty, do których pewnie nigdy byśmy nie sięgnęli. Okazuje się jednak, że po tej lekturze powstała cała lista książek, wierszy, filmów czy występów kabaretowych, które warto sobie odświeżyć lub poznać na nowo. Spędziłam przy tej książce dobre kilkanaście godzin i naprawdę nie chciałam jej kończyć. Myślę, że sięgnę po tę lekturę jeszcze wiele razy - ot tak, dla samej radości obcowania z tak niezwykłymi umysłami.


    Gdzieniegdzie pojawiają się niewielkie rysunki, również zabarwione humorem. Oprócz nich w książce znajdziemy również pokaźny spis źródeł, co może być naszym punktem wyjścia do dalszego zgłębiania tematu. W końcu kto powiedział, że humor nie może być tematem pracy dyplomowej czy innej rozprawy naukowej? Bralczyk i Ogórek obracają pojęciem "humoru" i przyglądają się mu z różnych stron, rozważając przy tym kilkanaście aspektów, w jakich rozpatrujemy tę dziwną umiejętność ludzi - śmianie się. 


    Za tę wspaniałą książkę - trochę poważną i trochę śmieszną, serdecznie dziękuję wydawnictwu: